Posłał mi pytające spojrzenie.
- To mój kruk. Oswojony - westchnęłam. - Szkoda, że nie może być nieśmiertelny, jak twoja Xena.
Zaczęłam gapić się przez okno. Po chwili całkowicie zapomniałam o obecności Jev'a. Prawda była taka, że mój Fiodor był już bardzo stary. Byłam pewna, że niedługo nadejdzie jego czas. Nigdy nie sądziłam, że mogę kogoś jeszcze pokochać. Nigdy nie sądziłam, że będzie ktoś, kto zawsze mnie pocieszy i za kim będę cholernie tęsknić, gdy odejdzie. A Fiodor był moim najlepszym - zresztą jedynym - przyjacielem. Kiedy opuści świat żywych, pozostanę sama. Nawet Lindsay nie mogła się równać z moim skrzydlatym kompanem. Bo jeśli on odejdzie wszystko straci sens.
Poczułam pod powiekami łzy. Nie, nie mogłam się rozpłakać. Nie w miejscu publicznym. Nie przy Jev'ie, który pewnie uważa mnie za bezduszną istotę. A może taka była prawda? Może przeżyłam już tyle, że przestałam mieć normalne uczucia? A jednak kochałam Fiodora. I musiałam go natychmiast zobaczyć.
- Wszystko w porządku...? - zapytał niepewnie Jev.
Nie mogę się rozpłakać, powtórzyłam sobie w myślach. Zaczęłam się szybko zbierać i bez wyjaśnienia wybiegłam z kawiarni. W pośpiechu zostawiłam nawet moją książkę. Dopiero, gdy wyszłam i odbiegłam na kilka metrów, łzy zaczęły lecieć.
Jev? Brak weny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz