Przygryzłam wargę. Wolałam, jak mi się nudziło. Teraz byłam... przygnębiona? Byłam pewna, że to nie ja sieję takie zamieszki, ponieważ zawsze działałam dyskretnie i nie rozszarpywałam gardła. Po prostu wbijałam w nie kły. Tak robili tylko amatorzy. Ciał moich ofiar nigdy nie znaleziono. Oj, już ja o to zadbałam.
- Obiecuję, proszę pana - powiedziałam całkiem szczerze. - Niepokoję się tą sytuacją. Niektórzy ludzie mogą zacząć coś podejrzewać i jeszcze z nami walczyć...
- Dokładnie - przytaknął. - Chciałbym również zwrócić uwagę, że już tworzą się takie koalicje. Pewnie słyszała pani o tak zwanych łowcach wampirów.
- Myślałam, że to tylko bujdy.
- Niestety nie. Zaobserwowano kilka martwych wampirów na obrzeżach Londynu. Niektórzy mieli przekłute serca, inni odcięte głowy.
Przełknęłam ślinę.
- Zadbam o to, żeby nie wszczęła się wojna. Przynajmniej nie na moim terenie.
- Mam taką nadzieję. Miłego dnia, pani Aristow.
Wróciłam do Londynu, choć nie miałam zamiaru wracać do niego przez kilka najbliższych tygodni. Poinformowałam Lindsay, z którą umówiłam się wcześniej, że jednak wieczorem do niej nie wpadnę. Nie miała mi tego za złe i nawet cieszyła się, że może spędzić popołudnie z bratem.
W Londynie były też całkiem dobre kluby i mogłam udać się na polowanie, ponieważ nie piłam krwi od trzech dni. Nie chciałam z niej zrezygnować. Po prostu od teraz postanowiłam nie zabijać swoich ofiar.
Jechałam swoim czerwonym McLarenem F1 przez londyńską ulicę. Stałam właśnie na światłach, gdy mój wzrok coś przykuło. We wnętrzu jakiegoś baru zauważyłam znajomą, męską sylwetkę. Uśmiechnęłam się pod nosem i skręciłam w tamtą stronę, łamiąc zasady ruchu. Zaparkowałam na krawężniku, także niedozwolonym miejscu.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Jev rozmawiał z jakimś staruszkiem. Rozmawiali, o dziwo, o tych atakach. Podeszłam bliżej, głośno stukając obcasami.
- Ja tam nie wierzę w wampiry - uśmiechnęłam się krzywo. Przybrałam beztroską maskę, choć we wnętrzu miałam ochotę się załamać.
Jev spojrzał na mnie, unosząc brwi, a staruszek obrzucił mnie pogardliwym spojrzeniem. Najwidoczniej nie spodobała mu się moja czarna, obcisła sukienka, która ledwo zasłaniała tyłek.
- Naprawdę. Jeden chciał mnie zaatakować - zapewnił.
Posłałam mu spojrzenie i dosiadłam się do nich. Nie wytrzymałam nawet dziesięciu sekund. Jak kelner mógł nie usłyszeć dzwonka ogłaszającego, że ktoś wchodzi. Westchnęłam.
- KELNER! - wrzasnęłam z całych swoich drzwi. Staruszek podskoczył i posłałam mu przepraszające spojrzenie. Chyba po drugiej stronie też się ktoś przestraszył, ponieważ usłyszałam dźwięk tłuczonej szklanki. - Ile można czekać!?
- Jesteś wymagająca... - burknął Jev, niezadowolony z mojego towarzystwa.
- Taka się urodziłam - skłamałam. Kiedyś sama z chęcią pomagałam innym. Stare czasy. - Kelner!
- Idę! - dobiegł do mnie dziewczęcy głos i długowłosa brunetka zaraz znalazła się obok mnie. - Czego pani sobie życzy?
Obrzuciłam ją spojrzeniem pełnym dezaprobaty.
- Wódkę z kolą - warknęłam. Miałam ochotę na coś pospolitego. - Szybko.
Zniknęła, wcześniej kiwając głową.
- Więc uważa pan, że wampiry istnieją...? - starałam się wskrzesić rozmowę.
- Tak. Przez moją wiedzę, będą próbowały mnie zabić. Jestem w niebezpieczeństwie.
- A jaką ma pan grupę krwi?
- AB.
Na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- Strasznie słodka.
Zrobił wielkie oczy.
- Słucham?
Utrzymywałam z kim kontakt wzrokowy.
- Zapomni pan, że kiedykolwiek wierzył pan w wampiry. To brednie - powiedziałam, dodając moją unikalną magię.
- Bez wątpienia - pokiwał posłusznie głową.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz