czwartek, 31 lipca 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Uważaj! To drogie szkło!
- Podnieś to!
- Zobacz! Zrobiłeś mi plamę na dywanie!
- Panie Miller, dlaczego wpuszcza pan upitych mieszkańców!?
- Co tu, do cholery, robi śmiertelnik!?
- Nie deptać po kwiatkach!
- Niech ktoś zabierze tego konia!
Cóż. Wieczór pełen wrażeń. Okazało się, że owy koń był Xaną - koniem Jev'a. Nakrzyczałam na niego za to, że pozwolił "temu zwierzęciu" panoszyć się po mojej posiadłości. Zeżarł mi moje róże. Pod koniec imprezy byłam naprawdę wkurzona.
Siedziałam na schodkach, opierając głowę o balustradę. Goście zaczęli powoli wychodzić, ponieważ zbliżała się piąta. Muzyka nadal grała cicho. Była spokojna, ponieważ nikt teraz nie zdzierżyłby głośnych bitów. Sięgnęłam ręką do szyi, na której miałam zawiązane czarne pióro Fiodora na rzemyku. Od teraz nie miałam zamiaru się z tym rozstawać.
- Tęsknisz za nim? - usłyszałam głos Andre.
- Bardziej niż za tobą - odparłam. - Czego chcesz?
- Zatańczyć - oświadczył, wyciągając dłoń w moją stronę. - Dawno nie tańczyliśmy, nie uważasz?
- A nie uważasz, że mogę mieć jakieś obiekcje związane z tańczeniem z tobą? - odparowałam.
- Uważam, że będziesz zaszczycona.
Westchnęłam i przyjęłam jego dłoń. Podciągnął mnie do góry. Jego jedna dłoń delikatnie ujmowała moją, a drugą położył a mojej talii. Prawą rękę położyłam mu na ramieniu. Zaczęliśmy się kołysać w trakt muzyki. To nawet nie przypominało tańca. Tylko tupanie w miejscu.
- Tęskniłem za tobą - wyznał, nie po raz pierwszy. - Nie było dnia, żebym o tobie nie myślał.
- Ja także często wracałam do ciebie myślami - odpowiedziałam. - Nie były to jednak myśli miłe i przyjemne.
Zaśmiał się pod nosem. Zatrzymał się. Opuszkami palców delikatnie zaczął gładzić mój policzek. Przymknęłam powieki. Brakowało mi czyjegoś ciepła i miłości od bardzo dawna. Moje romanse polegały na dzikich nocach i zapominaniu o sobie następnego dnia. Z Andre tak nie było. Przez chwilę poczułam się, jak za dawnych czasów.
Ale potem przypomniałam sobie, co mi zrobił. Otworzyłam gwałtownie oczy i odepchnęłam go od siebie. Nie zauważyłam nawet, gdy jego twarz przybliżyła się do mojej.
- Impreza skończona - oznajmiłam mu. - Miłej nocy.
Właściwie to jeszcze się nie skończyła. Zostało jeszcze przynajmniej dziesięć osób. Jednak Andre zrozumiał i skłonił się teatralnie. Po chwili już go nie było. Znów usiadłam na ganku i zapatrzyłam się na tańczące pary.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz