Nie umiałem ując tego co chciałem powiedziec, więc począłem jechac w milczeniu. Xana z łatwością przeskakiwała wysokie, zwalone pnie drzew, a my podskakiwaliśmy razem z nią. Katherine siedziała przede mną i również się nie odzywała. W powietrzu unosiła się mgiełka wolności i wiary na lepszą przyszłośc. Nasza przejażdżka się tak wydłużyła, że zapadała już noc, a my gnaliśmy ku miasteczku.
- Odprowadzę cię do domu - zadeklarowałem się. Myślałem najpierw by zapytac czy wybiera się do nocnego klubu by ośmieszac się z ludźmi w różnych sytuacjach, ale nie chciałem psuć miłego nastroju.
Mruknęła coś w odpowiedzi. Zeskoczyłem z Xany i pomogłem Katherine zsiąśc z klaczy. Jako wampir mogłaby pewnie zrobic to sama, ale widziałem, że pada z nóg po wydarzeniach minionego dnia.
- Vai a casa, Xana. - nakazałem pupilce, na co ta posłusznie pobiegła w stronę lasu.
- Co jej powiedziałeś - zaciekawiła się Katherine
- Idź do domu i przygotuj mi rosół. - zażartowałem - Idź do domu, Xano. - wzruszyłem ramionami
- Czemu w innym języku? - spytała - Chciałeś się popisac?
Zapodałem jej sójkę w bok.
- Ona rozumie wszystkie języki - nie odpowiedziałem dokładnie
- Ile ma lat?
- Nie wiem, jest tak stara, że pewnie sama nie wie - zaśmiałem się.
Ruszyliśmy przed siebie.
***
Staliśmy na werandzie i nie wiedzieliśmy co powiedziec.
- Ładna chatka - pochwaliłem willę Katherine. - Drewniana.
- Z marmuru. - skwitowała - Kto jak kto, ale ty powinieneś to wiedziec. - przyznała
Wywróciłem oczami.
- Katherine... - szepnąłem i przybliżyłem swoją twarz do jej, uniosłwszy jej podbródek pogłaskałem ją lekko po alabastrowym policzku. Nie cofnęła się, chyba dlatego, że trwało to ułamek sekundy i wziąłem ją z zaskoczenia. Musnąłem jej wargi swoimi, ale opamiętałem się. Nie, nie mogę tego zrobic. To wszystko popsuje. To moja przywódczyni. Nie mogę. Oderwałem się od niej i odwróciłem wzrok. - Dziękuje za miły dzień. Miłej nocy. - pożegnałem się, chąc jak najszybciej stąd odejśc i pozbierac kawałki mego honoru.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz