-Katerino- zacząłem, a ta teatralnie wywróciła oczyma.- Życzysz sobie od początku Renesansu do tej ery?- zapytałem z cynicznym uśmiechem.
-Ile masz lat?- skwitowała.
-Nieładnie pytać o wiek- żachnąłem się.
-Nie przyzwoicie pytać kobietę o wiek- poprawiła mnie, a wyraz "kobieta" w jej ustach zdawał się wyimaginowany, Katherine wyglądała na co najmniej 17 lat.
-306- wtargnąłem do jej myśli.- A ty?- zapytałem.
-248, będziemy tak się tu wymieniać pojedynczymi wyrazami?- odparła, unosząc brwi.
-Urodziłem się w 1708 roku, jako najstarszy z trójki rodzeństwa. Mój ojciec zmarł na gruźlicę, gdy miałem niecałe 15 lat, więc wszystkie najcięższe sprawy spadły na moje barki. Musiałem szukać pracy, gdy już znalazłem sobie dochodową i stałą, nawiasem mówiąc u Piotra Verona (prowadził warsztat i był architektem), spodobała mi się ta fucha, więc traktowałem ją bardzo poważnie. Veron miał córkę, Shevy- zacisnąłem dłoń tak, aż pobielały mi kostki.- Była to drobna, oszałamiająco piękna i cnotliwa dziewczyna. Jej serce zawsze promieniało radością, a z ust nigdy nie znikał uśmiech- trzymałem się nadal w napięciu, wyraz twarzy Kateriny był nieprzenikniony.- Prościej mówiąc, szalałem za nią. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale ona była przeznaczona komuś innemu. Pewnego dnia zapomniałem swoich szkiców z warsztatu, więc wróciłem się do budynku, wtedy zobaczyłem Verona wijącego się w szlochu i spazmach na schodach, podbiegłem do mistrza bez wahania, ten zdążył wycedzić: "Uciekaj, Jev". Nie minął ułamek sekundy Shevy wbiła śnieżnobiałe kły w moją tchawicę- zakończyłem z głębokim westchnieniem.- Nie wiem, dlaczego postanowiła mnie przemienić, a nie zabić. Potem stwierdziłem, że mam dużo czasu i mogę zwiedzić świat. W XVIII wieku byłem w Rosji, może natknęłaś się na kogoś kto nazywał się Jev Monaghan, pewnie nie- zaśmiałem się.
-Co się potem stało z nią?- dopytywała się Katerina.
W moich oczach zapaliły się ogniki irytacji.
-Teraz Twoja kolej, Katerino- zagaiłem.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz