-A mogło być tak fajnie- mruczę, patrząc w stronę, w której zniknął Jev.- Chcesz grać? Dobrze. Tylko, że ja zawsze wygrywam.
Tej nocy nie wracam do Sheffield. Ani następnej. Poluję w nocnych klubach, wykorzystując wszystkie moje atuty. Piękność, spryt i umiejętność manipulacji.
Wchodzę do baru, w którym słychać głośną muzykę i przytłumione rozmowy. Ludzie raz po raz wybuchają śmiechem, wrzeszczą, a nawet płaczą. Już mi się tu podoba.
Siadam na stołku barowym i czekam, aż barman mnie obsłuży. Kiedy do mnie podchodzi, orientuję się, że jest przystojny. Ma zmierzwione, kasztanowe włosy i błękitne oczy. Pragnę zatopić kły w jego oliwkowej skórze.
-Cześć, piękna- zaczyna rozmowę.- Co podać?
-Macie cydr?- pytam.
Kiwa głową z uśmiechem.
-Coś jeszcze? Może mój numer?
-Może- mówię, ale mocą każę mu iść po ten cydr.
Wampiry nie powinny pić ludzkiego picia i jeść ludzkie jedzenie. Ja jednak się przyzwyczaiłam. No, tylko do alkoholu.
Wraca po kilku chwilach i podaje mi smukłą szklankę. Piję, nie odrywając od niego zalotnego wzroku.
-To co z tym numerem?- pyta zniecierpliwiony.
-A bardzo chętnie- opieram się o blat i nasze twarze są teraz znacznie bliżej.- Jednak może najpierw wyjawisz mi swoje imię?
-Marcus.
-Tamara- kłamię, podając mu rękę.
-Piękne imię, tak jak ty.
Śmieje się.
-To co ty na to, żebyśmy już teraz...?- zaczynam, ale nie dane mi skończyć.
Głos wydobywający się za mną bez wątpienia na leży do Jev'a.
Jev? Co powiesz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz