Gdy tak się przechadzałam zauważyłam pewnego pijanego chłopaka (wyglądał na mniej więcej 17 lat).
-A ty, złotko, sama wracasz do domciu? -spytał zupełnie pijany.
Próbowałam zachowywać spokój.
-Tak, sama. Nie potrzebuję obstawy pijanego kolesia. -wyminęłam go szybko.
Chłopak coś jeszcze mruczał pod nosem, ale w końcu mnie zostawił. Przewróciłam oczami. Wiedziałam, że o tej porze tak jest na ulicach. Zaczęłam iść dalej. Doszłam do pewnego klubu. Ciekawe kogo tam zobaczyłam... No pewnie, że Katherine. To by było co najmniej dziwne gdyby jej tam nie było. Podeszłam bliżej.
-Znowu? -spytałam podchodząc do niej.
Katherine? Weny brak, naprawdę ;<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz