wtorek, 24 czerwca 2014

Od Katherine- CD historii Jev'a

Zaciskam wargi, lecz zaraz się uspokajam. Nie chce odpowiadać, w porządku.
-Urodziłam się w 1766 roku w Moskwie- zaczynam opowieść.- Moja matka była angielską śpiewaczką operową, a ojciec...-nie pamiętam słowa.- Jak jest po angielsku chasovshchik? Czyli człowiek zajmujący się... zegarami?
Marszczy brwi.
-Zegarmistrz.
Kiwam głową.
-W takim razie mój ojciec nim był- kontynuuje.- Mama przeprowadziła się dla niego specjalnie do Rosji. Byliśmy bogaczami i wiedliśmy cudowne, niebiańskie życie. Dostawałam zawsze to na co miałam ochotę. Wiem, wiem. Przez to stałam się rozpuszczona- kręcę głową.- Ale nie ważne. Raz się zakochałam- lekko odlatuję i wspieram brodę na dłoniach. Łokcie opierają się o stolik.- Był bardzo przystojny. Miał śniadą skórę i ciemnokasztanowe włosy. Jego zielone oczy zawsze sprawiały, że byłam jak zahipnotyzowana. I jeszcze ten cudowny, francuski akcent... Nic dziwnego. Przecież był Francuzem- śmieję cię cicho, ale zaraz potem otrząsam się z transu. Tak zawsze się działo, gdy o nim opowiadałam.- Miałam tylko 19 lat, gdy wzięłam z nim ślub. Nasza przyszłość wyglądała barwie i radośnie. Pamiętam wesele... Było wspaniałe- zacisnęłam ręce w pięści.- Ale potem przemienił mnie, cholernik jeden! Tak. Okazało się, że był wampirem. Uciekłam od niego i zmieniłam nazwisko na panieńskie. Nie miałam zamiaru nosić jego nazwiska. Wróciłam do Moskwy i chciałam przemienić rodziców... Nie być sama. Tylko, że oni już wtedy nie żyli. Zostali zamordowani, nie wiadomo przez kogo. Wiele podróżowałam, ale obiecałam sobie jedno: Zemszczę się na nim, za to co mi zrobił.
Nie zauważam, kiedy niebo ciemnieje. Sięgnęłam w głębie mojej wampirzej duszy, a nie powinnam tego robić. Prostuję się, a słońce znów wychodzi zza chmur. Wzdycham i uśmiecham się ciężko do Jev'a.

Jev?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz