poniedziałek, 23 czerwca 2014

Od Katherine- CD historii Jev'a

Sheffield jest pięknym miastem. Jest pełne żywej natury, drzew i śpiewających ptaków. Nie brak mu także nocnych klubów, w których tak chętnie bawią się śmiertelnicy. Miasto idealne- tak to mogę określić. Uwielbiam je, kocham. Dlatego tam się osiedliłam.
Czasami, jednak mam go dość. Co dzień widzę te same rzeczy: te same twarze, te same budynki. I dlatego często wyjeżdżam do Londynu. Nawet na kilka dni. Co prawda- dwa miasta dzielą kilometry. Staram się tym zbytnio nie przejmować. W końcu mam całą wieczność. Pewne sprawy mogę odłożyć na potem.

Właśnie dzisiaj był taki dzień. Dzień, w którym miałam dosyć starego, dobrego Sheffield. Dziwny był fakt, że zdecydowałam się na wycieczkę w ciągu dnia. Słońce osłabiało mnie, jak każdego wampira. Nie mogłam się jednak oprzeć staniu na Tower Bridge i podziwianie promieni słońca odbijających się od wody. Jeśli na owy most będę mogła wejść.
Po wypiciu solidnej dawki krwi jakiegoś nieznajomego śmiertelnika, zatelefonowaniem do Lindsay, że nie będzie mnie przez trzy dni i wzięciem okularów przeciwsłonecznych oraz parasola- wyjechałam. 


Tęsknię za Moskwą. Tęsknię tak strasznie, że czuję, jakby serce miało mi wybuchnąć. Ostatni raz byłam tam dobre piętnaście lat temu. Wiedziałam, że niedługo tam wrócę. Tęsknota była nie do zniesienia.
Patrząc na panoramę Londynu zrozumiałam, że nawet miasto królowej Anglii nie jest tak piękne jak miasto mojego ojca. Nic nie było tak samo piękne. Choć wiele osób uważa, że Rosja jest wyjątkowo brzydko i ponura- uważam, że się mylą. Nigdy o niej nie zapomnę. Nigdy.

W południe wybrałam się, aby obejrzeć Big Ben. Widziałam już go wiele razy, ale nie mogłam się oprzeć. Owa budowla miała w sobie coś przyciągającego. Tak jakby jakaś nienamacalna siła ciągnęła mnie w jego stronę.
Wysiadam z taksówki. Ślinka leci mi od zapachu krwi kierowcy. Jestem jednak spokojna i mówię sobie, że dziś zjem sobie porządnie. Och, tak. Dziś w nocy będzie krwawa masakra.
Chcę spojrzeć na Big Ben, ale mój wzrok przyciąga coś zupełnie innego. Ciemnowłosy mężczyzna stoi do mnie tyłem. Tyle, że nie jest mężczyzną. Czuję bijącą od niego energię. Gdy podchodzę bliżej, odwraca się.
-Priviet- witam się i unoszę rękę.- Ładny dziś dzień, prawda, nosferatu?

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz