-Co to jest, do cholery!?- wrzasnęłam.
-To się nazywa bimber- wampir przewrócił oczami.- Nie mów, że nigdy go nie piłaś.
-Nie gustuję w tak tanich alkoholach- zripostowałam.
Wyglądał na urażonego. Nic dziwnego, obraziłam jego własny wytwór. Brandon Tenner został przemieniony w wampira, gdy miał już całe czterdzieści lat. Wampirze cechy sprawiły, jednak, że jego złote oczy nabrały koloru, a czarne włosy zostały pozbawione siwych kosmyków. Jednak na jego opalonej skórze, co jest dziwne, jak na wampira, pojawiały się od czasu do czasu zmarszczki. On sam uważał się za króla i nie można go było urażać. Nienawidziłam go, lecz zauważyłam jaka jestem do niego podobna. Można by pomyśleć, że to mój ojciec. Ale tylko i wyłącznie z charakteru.
Nie mogli mi kazać go odwiedzić. Ja tu rządziłam. Jednak poprosili bardzo ładnie. A ja, choć nie byłam uległa, wreszcie się zgodziłam. Niezbyt ekscytowała mnie wizyta u starszego wampira. Szczególnie, że nawet wyglądał na starszego. Musiałam to jednak zrobić, bo chodziło o interesy. A interesy zawsze na pierwszy miejscu.
-Dobra- klasnęłam w dłonie.- Daj mi to po co przyszłam.
Naburmuszył się jeszcze bardziej, ale wstał i podszedł do wiekowej komody. Wyjął z niej plik dokumentów i podał mi.
-Oto zapis prawie wszystkich wampirów w Wielkiej Brytanii- powiedział od niechcenia.- To wszystko?
-Wszystko- syknęłam, oburzona jego śmiałością. Uważałam, że powinien mi oddawać należną cześć. Jednak on uważał się za mądrzejszego i nie robił sobie z tego nic.
-Do widzenia, Brandonie- mruknęłam na pożegnanie, trochę zbyt oschle.
Nie usłyszałam odpowiedzi, której zresztą się nie spodziewałam. Ruszyłam ku wyjściu i już po chwili poczułam na skórze ciepły wiatr londyńskiej nocy.
Jev? A co u ciebie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz