Otworzyłem okno i wpatrywałem się w poranne promyki słońca, które powinny mnie piec. Piekły niemiłosiernie, ale przypominały mi o niezwykle pięknych rankach w ogrodzie mistrza Verona. Siedziałem wtedy na werandzie, udając, że szkicuje, lecz kątem oka wpatrywałem się w piękną Shevy, której burza falowanych blond włosów swobodnie opadała na kark, jej zielone oczy dopasowywały się idealnie do trawy i kwiatów. Wtedy patrząc na nią wzrokiem pełnym uwielbienia, kochałem ją każą komórką mojego ciała, ale byłem młody. Był to wiek odrodzenia i wszystko wyglądało inaczej. Nasze spojrzenia i krótkie rozmowy były dla nas wszystkim. Ona też mnie kochała, czułem to wtedy. Ale wyzbyłem się tego odczucia w momencie gdy mnie zabiła. Tego dnia wszystko się zmieniło.
Rozmyślenia przerwało mi pukanie do drzwi.
Przymknąłem powieki i westchnąłem przeciągle. Podszedłem do drzwi i otworzyłem.
- Nie uzyskasz odpowiedzi, ani teraz ani... - zacząłem smętne przemówienie dla byłej ukochanej, ale gdy otworzyłem oczy ujrzałem Katerinę. Szybko się opamiętałem i posłałem jej leniwy uśmiech.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz