Patrzyłam właśnie na piękny krajobraz. Były to góry. Wiele, wiele gór. Wiele rzek, wiele jezior. I ten przepiękny zachód słońca. Wdychałam świeże powietrze i na dłuższy czas zatrzymywałam je w płucach.
Ach, niecodziennie można podziwiać takie widoki, pomyślałam.
W sumie miałam rację. Tak wczesny zachód słońca jest tylko co dziesięć lat. Tak samo jak bal wampirów..
Wstałam powoli i jeszcze chwilę stałam w bezruchu patrząc na słońce. Dzisiaj będzie pełnia. Jedyna taka. Bo także co dziesięć lat jest wielka pełnia księżyca. Naszła mnie pewna myśl lecz natychmiast wygoniłam ją z mojej głowy.
Nie, pomyślałam stanowczo. Nigdy więcej nie wparuję na ich bal. Bo kiedyś tak było. Miałam przyjaciela wampira. Szedł na ten bal. Ja byłam wtedy mała miałam, nie pamiętam, dziesięć lat bodajże? W końcu się zgodziłam, ale co ja takie dziecko, mogłam wiedzieć? Gdy tylko weszłam, setki wampirzych oczu zostały zwrócone w moją stronę. To było straszne przeżycie. W końcu jednak udało mi się z tego wyjść... ale nie bez uszczerbku.
Dotknęłam mojej, nagle pulsującej, blizny na szyi. Była bardziej niewielkim wgłębieniem. Przypominała falującą linię. To był prezent od wampirów.
~*~
Biegłam przez las pod postacią wilka. Prawie była pełnia. Chciałam się ukryć. Nie chciałam dziś zamieniać się w potwora. Nie będę się mogła przemienić w człowieka. Spojrzałam w niebo. Było ciemnoniebieskie, ale jeszcze nie granatowe. Przyspieszyłam i wyleciałam na ulicę. Gwałtownie się zatrzymałam i zaczęłam iść wolniej. Widziałam wiele wampirów. Nie obchodziło mnie już to, że idę obok i to z premedytacją. W sumie nie lubiłam wampirów. Po incydencie dziesięć lat temu... Ech..
-Victorio. -odwróciłam się.
Zobaczyłam Katherine. Jak ja jej dawno nie widziałam. Przemieniłam się w człowieka z trudnością.
-Katherine. -spojrzałam na nią dosyć miło, ale utrzymywałam dystans. -Pięknie wyglądasz.
Katherine? Ale dłuuuugie XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz