piątek, 1 maja 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

Po drodze do miasta sprawdziłem jeszcze stan moich kont bankowych (a trochę ich było) i stwierdziłem, że jeśli sprawię sobie nowego Bugattiego to nic się nie zmieni. Jak to dobrze znów być bogatym. Czuć, że się coś ma, a nie być taki ogołocony jak każda istota w Thazar. Wpadłem do salonu samochodowego i faktycznie wykupiłem - nowy krwistoczerwony Buggatti 16.4 Veyron, czyli najlepsze i najdroższe auto sportowe świata, mój faworyt wśród innych aut.
Oczekiwanie na samochód nie zajęło mi nawet godziny. Oczarowanie samym moim wyglądem recepcjonistki wystarczyło by poustawiała wszystkich w firmie i z Włoch ściągnęła czerwone autko.
Poprawka - jak to dobrze być bogatym i atrakcyjnym.
Podczas pierwszej jazdy tym cackiem usłyszałem ogrom westchnień i aprobujących przekleństw w reakcji na samochód.
Zatrzymałem się na podjeździe jednego z sklepów z włoską odzieżą. Przypomniały mi się moje włoskie zakupy w Rzymie gdzie prawdopodobnie zabiłem dwie kasjerki. Teraz miałem podobny zamiar - tyle, że postarać się ich nie zabić, tylko się napić. Wszedłem do sklepu i od razu powędrowałem w stronę zaplecza gdzie siedziały dwie dziewczyny popijając kawę.
- Ekhem - odchrząknąłem - Gosette... - przeczytałem plakietkę zwisającą z bluzki jednej z nich - mogłabyś nas zostawić samych? - poprosiłem dosyć miłym głosem, choć tak naprawdę wszystko we mnie buzowało. Bynajmniej nie ze wściekłości. Gdy Gossette (swoją drogą jak można tak nazwać dziecko) posłała cierpki uśmiech koleżance i wyszła podszedłem do blondynki i zażądałem by wyciągnęła rękę. Zmarszczyła brwi gdy wyciągnąłem z kieszeni żyletkę, którą miałem zamiar przeciąć wnętrze jej dłoni. Ugryzienie szyi i picie prosto z niej mogłoby spowodować podejrzenia, a przed latem raczej nie nosi się apaszek.

Rozciąłem jej rękę i przybliżyłem do ust. Kilka kropelek - obiecałem sobie.
Metaliczny zapach uderzył mnie w nozdrza i zacząłem pić łapczywie, nie chcąc stracić ani jednej kropli.

Gdy poczułem, że dziewczyna traci siły oderwałem się od niej i zasunąłem rękawami swetra rankę.
- Dzięki, byłaś pyszna. - pochwaliłem ją.
Wychodząc ze sklepu złapałem parę przeciwsłonecznych okularów ze stojaka. Zapowiadał się wspaniały słoneczny dzień.

Ze sklepu pojechałem prosto do pubu, w którym ja i Rixon często graliśmy w bilard lub w pokera. Nie byłbym zdziwiony gdyby teraz w nim przesiadywał.
Gdy wszedłem powitał mnie znajomy zapach wszystkich alkoholi świata i kawy. Miałem ochotę na latte.
Rozglądając się po ogromnym pomieszczeniu zauważyłem czarnowłosą wampirzyce. Nie miałem wątpliwości, że była nią Katherine. Oczywiście u jej boku uwieszony był jakiś wampir, który proponował jej towarzystwo. Przypomniało mi się, że Katherine kiedyś zachowywała się jak wywłoka i spała z byle kim. Jednak już nie obchodziło mnie to tak jak wcześniej. Spała bo chciała. Zabijała bo chciała. Jej życie.
Podszedłem do niej i usiadłem na obrotowym wysokim krzesełku.
- Dla mnie jedną latte - oznajmiłem - Albo dwie latte? - mruknąłem posyłając Katherine rozbawione spojrzenie.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz