- Mi się to tam w miarę podoba - mruknął, ponieważ wycierałam go niedaleko miejsca, do którego tyle my dwoje mieliśmy dostęp.
Nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem. Oczywiście, Cassandra i Casper również to usłyszeli. Czarownica odwróciła wzrok, a Casper stał się cały czerwony. Cóż, nie posądziłabym o takie komentarze Jev'a przy ludziach. I w dodatku - przy moim pierworodnym.
- No, już. Nic się więcej nie da z tym zrobić - pokręciłam nad nim głową z politowaniem. - Czemu, jak ja zawsze się potknę, albo coś, to ty obrywasz?
Uśmiechnął się lekko.
- Tak już najwyraźniej musi być.
Wyjaśnienie wszystkiego z najdrobniejszymi szczegółami, zajęło nam około pół godziny. Następnie mogliśmy przejść do innych tematów, już chyba mniej przyjemnych. Na przykład, porozmawiać o tym, jak, do cholery, mój syn miałby spółkować z tą nic niewartą czarownicą. Albo...
Jev rzucił mi znaczące spojrzenie, jakby odgadł moje myśli. Już czas.
- Cóż, Casper... - Jev wziął mnie za rękę pod stołem, by dodać mi otuchy. - Skoro jesteśmy rodziną, chyba masz prawo wiedzieć przed faktem dokonanym... Cóż. Jestem w ciąży.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz