- Dobrze - odparłem krótko i sucho, ale się nie odsunąłem - O czym?
Przewróciła oczami, stając się coraz bardziej zniecierpliwiona.
- Może nie tutaj - podsunąłem
- A więc wyjdźmy. - dopiła swojego drinka, a my zbieraliśmy się do wyjścia w czasie gdy kelner przyniósł kawę. Posłał mi smutne spojrzenie, ale go zignorowałem.
Szliśmy w milczeniu, aż doszliśmy do Big Ben. To tutaj po raz pierwszy się spotkaliśmy.
- Twierdzisz, że musimy porozmawiać zatem chce ustawić warunki tej rozmowy.
- Warunki? - uniosła perfekcyjnie wydepilowane brwi
- Nie odchodź. - powiedziałem cicho, nie zaliczało się to tylko do warunków rozmowy i oboje o tym doskonale wiedzieliśmy. - Zatem jestem na ciebie zły, że tak łatwo o mnie zapomniałaś, że mimo mojego wysiłku jaki włożyłem w labirynt Fredericka ty totalnie mnie olałaś. Składając propozycje wspólnej podróży olałaś mnie powtórnie traktując jak śmiecia. Twierdząc, że kocham tylko tę cząstkę ciebie, którą widzę. - zorientowałem się, że nie patrzę na nią tylko obserwuje poruszające się wskazówki zegara - Nie rozumiem dlaczego nasza miłość, o ile działa w dwie strony jest taka trudna.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz