Katherine odwróciła głowę zaciekawiona.
- Powiedziałeś, że w koszmarze. - przypomniała sobie
- Tak. - przytaknąłem i przyciągnąłem ją do siebie tak by usiadła na mnie. - Ale to nic takiego. - pocałowałem jej bark i wciągnąłem jej zapach. Był taki wspaniały.
- Jev, nie wąchaj mnie. - ostrzegła Katherine, a na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. - Mów - nakazała po raz kolejny i zatrzepotała rzęsami.
- Śniła mi się dziewczynka o wyjątkowej żądzy krwi. - objaśniłem, ale ona czekała na puentę doskonale wiedząc, że nie tylko to zmusiłoby mnie do nieprzespanej nocy - Siedziała w łóżeczku - wskazałem miejsce obok toaletki - i wysysała krew z szyi jakiejś kobiety. - ostatnie słowo wypowiedziałem zbyt lekko, więc oczywiście musiała mnie złapać za język.
- Jakiej kobiety?
- Nie wiem - wzruszyłem ramionami nieporadnie i odwróciłem wzrok
- Jev. - ostrzegła podszczypując mnie w brodę
- Pani Freydez. - wydusiłem i przypomniałem sobie mój atak na staruszkę. - Ale to tylko sen. - dopowiedziałem próbując sam siebie przekonać, że nie ma to proroczego znaczenia
Katherine? Zmuszam cię do weny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz