niedziela, 3 maja 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Oderwałam się od niego.
- Właśnie... Muszę przecież przywitać się z Casprem. Na pewno się martwi - skrzywiłam się. - To całkiem słodkie, lecz jeszcze nie przyzwyczaiłam się do niego w pełni. Nie jestem w stanie nagle go pokochać, lecz nie chcę go również ranić, ponownie tracąc z nim kontakt.
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Znasz jego dokładny adres? - zapytał.
- Tak. Mieszka przy Baker Street - odsunęłam się od niego i wzięłam go za rękę. - Jestem mu winna odwiedziny. Jedziemy?
W odpowiedzi tylko się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek.

Miałam już wsiąść na miejscu kierowcy, gdy powstrzymał mnie, łapiąc mnie za ramię. Odwróciłam się do niego zdziwiona, a Jev zatarasował mi przejście do drzwiczek.
- To nie jest dobry pomysł, być prowadziła - oznajmił bezceremonialnie. - Jeszcze zasłabniesz, albo coś cię zaboli...
- Dobry Boże, Jev! - zaśmiałam się, klepiąc go po ramieniu. - Jestem wampirem, zapomniałeś? My podczas ciąży nie mamy porannych mdłości, okazjonalnych bólów, ani cierpienia podczas porodu. Wszystko będzie dobrze.
- Wiem, lecz wolę nie ryzykować... - dalej się upierał.
Przewróciłam oczami i pocałowałam go mocno w usta.
- Skoro to cię uszczęśliwi - wsiadłam od strony pasażera. Uśmiechnął się do mnie wdzięcznie i również zajął miejsce, jednak kierowcy. Nikomu nie dawałam prowadzić mojego McLarena, jednak postarałam się zaufać Jev'owi. Nagle coś sobie uświadomiłam i rozejrzałam się bezradnie po aucie. Ruszyliśmy. - Yhm... Jev. No, wiesz. Kupiłeś teraz nowy samochód...
- I? - zapytał, unosząc brwi.
- Ten twój samochód ma tylko dwa siedzenia i, jak widzisz mój też ma dwa siedzenia - patrzyłam na niego cierpliwie, jednak on nadal nie rozumiał. Westchnęłam. - Chodzi mi o to, że niedługo będzie nas trójka...
- Ach, to pewnie żaden problem. Po prostu kupimy samochód rodzinny.
Mimowolnie się skrzywiłam. Nie dość, że wspominał mi tu o rodzinie, to wiedziałam, że będę musiała znacznie mniej używać McLarena. Oczywiście, nie zamierzałam go sprzedać. Nawet jeśli zarobiłabym na tym ponad milion. Ale moje kochanie jest dla mnie bezcenne. Myśląc o tym, czule pogłaskałam siedzenie, zrobione z cudownej w dotyku, czarnej skóry. Jev rzucił mi dziwne spojrzenie.
- Czasami myślę, że kochasz ten samochód bardziej, niż mnie - mruknął pod nosem.
Uśmiechnęłam się sarkastycznie.
- Czasami też tak myślę - powiedziałam, a on zrobił urażoną minę.

Zapukałam do drzwi mojego, tak zwanego, syna. Nie otworzył od razu. Słyszałam, że w środku leniwie podnosił się z kanapy i ruszył w kierunku wejścia. Jednak, gdy poczuł, że to wampiry, natychmiast przyśpieszył, spodziewając się kłopotów.
Gdy otworzył drzwi, jego usta również automatycznie się otworzyły. Oczy miał szeroko rozwarte, gapiąc się na mnie w niemałym szoku. Wyczułam w jego emocjach mieszaninę szczęścia, zaskoczenia i jeszcze większego zaskoczenia. Czyżby wątpił w siły Jev'a, że mnie przyprowadzi z powrotem?
- Mamo - powiedział cicho i mocno mnie przytulił. Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk. Po długiej chwili, odsunął mnie od siebie i przyjrzał mi się. - Tęskniłem za tobą. Gdzie byłaś?
- Wszystko ci opowiem przy herbacie - powiedziałam, dosłownie wpraszając się do jego mieszkania. Przepchnęłam się obok niego i weszłam do środka. A, co tam zastałam... Tą czarownicę siedzącą na kanapie. - Och. Melissa, tak?
- Cassandra - powiedziała szybko, tasując mnie zdziwionym spojrzeniem.
- Tak, tak - mruknęłam lekceważąco i zwróciłam się do Caspra. - Co ona tu robi?
- Cóż... To moja dziewczyna - odpowiedział, nieco zmieszany.
Uniosłam brwi i spojrzałam na nią krytycznie.
- Dziewczyna?
- Tak - mruknął szybko. - Proszę, wejdźcie - powiedział to chyba do Jev'a, ponieważ ja już wparowałam do jego salonu.
- Doprawdy... Mój syn nie może tak mieszkać. To przecież...
- Zwykłe mieszkanie w środku miasta? - wtrącił Casper.
- Dokładnie! - prychnęłam z pogardą. - Jutro będziesz miał już nowy dom, gdzieś na przedmieściach. Będzie miał cztery piętra, wielki basen i wspaniałą obsługę. To nadaje się dla plebsu.
Zobaczyłam, że wyraźnie uraziłam Cassandrę, która pewnie również mieszkała w podobnym mieszkaniu. Lub gorzej - mieszkała z Casprem!
- Przepraszam za nią - zaśmiał się Jev, łapiąc mnie w talii i prowadząc do fotela. - Ma manię wyższości.
- Nie mam - prychnęłam. - Szanuję plebs - obrzuciłam znaczącym spojrzeniem Cassandrę, która tylko westchnęła z oburzeniem.
- Jasne - mruknął Jev. - To może przejdźmy do tego, co się z nami działo?
- Dobry pomysł - poparł go Casper, przewracając oczami.
- Nie mam manii wyższości - burknęłam tylko cicho.

Jev?

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz