Obudziłam się, jakbym wciąż śniła. Jakbym znajdowała się w zupełnie innej rzeczywistości, gdzieś poza ludzkimi wyobrażeniami. Ale to był prawdziwy świat. I właśnie zaczynała się klątwa.
Nie poczułam tego jednak. Nie czułam większej różnicy. Czyżby mnie jednak ominęła? Uznała, że nie zasługuję na takie cierpienie? To byłaby miła odmiana.
Wzięłam zimny, poranny prysznic, by już do reszty wyswobodzić się z objęć Morfeusza. Następnie wysuszyłam sobie włosy za pomocą mocy, ponieważ nienawidziłam używać suszarek. Ubrałam się w granatową sukienkę bez ramiączek, która była luźna w spódnicy, sięgającej do połowy uda. Do tego buty na wysokim obcasie, w kolorze czarnym. Teraz już czułam się prawie normalnie. Prawie.
Wolałam jednak nie ryzykować i nie odwiedzać Christophera. Zresztą i tak nie miałam na to ochoty. Nawet on nie zasługiwał na to, by spędzać ze mną czas. Dziwiłam się, że tak blisko dopuszczałam go do swojego umysłu. To był zbyt wielki zaszczyt, by posiadać takie niezwykłe umiejętności.
Prychnęłam sama do siebie z tego jak nisko upadła populacja. Postanowiłam wyjść na spacer. Mogłam przynajmniej ponarzekać na tych wszystkich bezdomnych, którzy blokowali mi przejście. Czasami żałowałam, że mam wampirzy nos, ponieważ ich smród dało się wyczuć dwie ulice przed ich spotkaniem.
I dlatego starałam się minąć szerokim łukiem mężczyznę leżącego na ławce. Było dosyć wcześnie i prócz nas nie było tu innych ludzi. Gdy przechodziłam obok niego, z dosyć bezpiecznej odległości, nagle wstał, jak na komendę i wlepił we mnie wzrok.
- Nie patrz na mnie, śmieciu. Nie jesteś tego wart - obrzuciłam jego podarte ubranie i brudną skórę pogardliwym spojrzeniem. Nagle wstał i podszedł do mnie powoli. Zauważyłam, że utyka. Nie przejęło mnie to zbytnio. Tacy, jak on zasługiwali na najwyższe cierpienie. - Nie zbliżaj się do mnie. Ostrzegam.
- Proszę, panienko... - powiedział starzec przemęczonym głosem. - Ja chcę tylko bochenek chleba. Nie jadłem nic od tygodnia. Błagam. Okaż litość.
Uderzyłam go w twarz, za nim zdołał się jeszcze bardziej do mnie zbliżyć. Załkał i upadł na kolana. Prychnęłam tylko i wyciągnęłam z torebki środek odkażający, a następnie dokładnie przeczyściłam sobie rękę. Podczas mojego czynu, zdążył podnieść głowę i złapać mnie za ramię. Odskoczyłam oburzona. Po chwili mężczyzna leżał już martwy.
- Ostrzegałam - warknęłam i w tym momencie urwał mi się film.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz