poniedziałek, 4 maja 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Hej, ty tylko sen - delikatnie pogłaskałam go po głowię, schodząc niżej na policzek. - To był tylko sen. Nic takiego się nie wydarzy. Ona nie będzie potworem, jak jej matka.
- Nie jesteś potworem - powiedział tylko z wielkim przekonaniem i mnie przytulił. Oparłam głowę na jego ramieniu, a moje oczy wypełniły się łzami, gdy usłyszałam w jego głosie tą wielką wiarę we mnie. Ja w siebie tak nie wierzyłam.
- Jestem - szepnęłam cicho, tak cicho, że pewnie nie usłyszał. - Prześpij się jeszcze. Możesz spać do południa, jak chcesz. Sama się wszystkim zajmę.
- To znaczy? - zmarszczył czoło. - Ach, tak! Przecież dzisiaj miała być impreza.
- Właściwie wczoraj - uśmiechnęłam się krzywo. - Ale teraz, kiedy już wiesz, że będziesz tatusiem, możemy poinformować innych.
- A kogo konkretnie zamierzasz zaprosić?
- Elitę, oczywiście.

Równo o dwudziestej, wszyscy się zjawili. Kto, jak kto, lecz wampiry ceniły sobie punktualność. Przez pierwszą godzinę wszyscy tańczyli i pili, myśląc pewnie, że to zwykłe impreza, na cześć naszego powrotu. A raczej mojego, bo Jev'a nie znało zbyt wiele osób w tym gronie.
- Co, tam, Kathie? - stałam przy barze, gdy poczułam, jak ktoś trąca moje ramię swoim. Okazało się, że to Pavlo, uśmiechający się, jak zawsze w ten swój ciepły, lecz jednocześnie irytujący sposób. W ręku trzymał butelkę whiskey. - Napijesz się?
- Pewnie - odwzajemniłam uśmiech, lecz nagle zobaczyłam znaczące spojrzenie Jev'a, z drugiego końca sali. Choć rozmawiał z Thomasem, nie odwracał ode mnie wzroku. Przecież jestem wampirem, no nie? Alkohol nie powinien zaszkodzić dziecku. Niech się nauczy pić od najmłodszych lat. Przykładałam właśnie kubek do buzi, gdy ktoś mi go wyrwał. Oczywiście, był to Jev. - Ej!
- Nie możesz pić, nie pamiętasz? - zmrużył gniewnie oczy. Olałam go i sięgnęłam po szklankę, jednak on wylał whiskey na podłogę. - Ej! Nie widzisz, że leży tu dywan? Będziesz go prał!
- Dobrze, ale nie będziesz pić - odezwał się głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Pavlo zaśmiał się z boku, lecz objął Jev'a nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Stary, jeśli Kathie chce pić to chyba może - mruknął.
- Nie, nie może - o dziwo, nie odezwał się Jev, tylko Christopher, podchodząc do nas. Następnie spojrzał na mnie, tym samym wzrokiem, co Jev. - Nie powinnaś.
Przewróciłam oczami.
- Dobrze, tato - prychnęłam i poklepałam go po klatce piersiowej.
- Ej, tylko ja czuję, że coś tu nie gra? - burknął zdziwiony Pavlo.
- Tak - uśmiechnęłam się do niego słodko. - Zrozumiesz.
- Kiedy?
- Teraz - machnęłam dłonią i muzyka ucichła. Odchrząknęłam, a oczy zgromadzonych utkwiły we mnie. - Moi, drodzy. Pewnie myślicie, że jest to przyjęcie powitalne. Jednak muszę was zdziwić - uśmiechałam się odrobinę fałszywie, ale zawsze coś. - Pewnie kojarzycie z widzenia Jev'a, prawda? - po ich minach zauważyłam, że chyba jednak nie zwrócili na niego zbytniej uwagi. - Tak, czy inaczej... Ja i Jev już od jakiegoś czasu ze sobą jesteśmy. I tak się ostatnio złożyło, że spodziewamy się dziecka.
Ktoś się zakrztusił. Nawet kilka ktosiów. Bez wątpienia wśród nich był Thomas oraz Pavlo, który właśnie brał łyka whiskey i prawie na mnie napluł. Chyba ktoś gdzieś w koncie zemdlał. Kilka osób wymieniło coś szeptem. A potem zaczęli klaskać i ustawili się w kolejkę do gratulowań. Oczywiście Pavlo musiał się wepchnąć pierwszy.
- Wiesz, ty co, Aristow? - udał obrażonego, jednak mnie przytulił. - Żeby mi mówić dopiero przy ludziach? Jakbym nie był dla ciebie nikim wyjątkowym? - odchrząknął. - Mogę być chrzestnym?
- Christopher raczej będzie chrzestnym.
- A chrzestną?
Zaśmiałam się.
- Co ja z tobą mam, Pav?

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz