Katherine uśmiechnęła się w odpowiedzi i chwyciła mnie za rękę. Z jednej strony byłem szczęśliwy, ale z drugiej wiedziałem, że niedługo stanie się coś (jak zawsze) co nas rozdzieli, a bardzo tego nie chciałem. Jednak zawsze do siebie wracaliśmy. Może to była jakaś klątwa?
Tak czy owak bardzo chciałem żyć nadzieją, że tak się nie stanie.
Wróciliśmy do lokalu i zajęliśmy swoje poprzednie miejsca.
Zauważyłem, że ten sam kelner przybiegł do nas z uśmiechem niosąc dwie gorące latte.
Nie czekając aż ostygną ja i Katherine upiliśmy łyk.
- Dobrze smakuje - pochwaliłem go, a on prawie podskoczył.
- Taak. - zasalutowała Katherine, ale czułem, że ma w nosie kelnera i patrzy na mnie. Gdy odszedł również skierowałem swój wzrok na nią ciesząc się, że jest przy mnie. Kocha mnie. I tylko to mi wystarczy by normalnie funkcjonować.
- Może pojedziemy do mnie? - zaproponowałem uśmiechając się zawadiacko. - Może zrobimy party?
- Z jakiej okazji?
- Naszego powrotu. - miałem na myśli i nasz powrót z Thazar i nasze zejście. Nachyliłem się nad nią i ucałowałem jej czoło. - To jak?
Katherine? Widoczny brak weny, ale nurtująca chęć na napisanie opowiadania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz