- A ty, jak zawsze martwisz się tylko swoimi rzeczami, a nie biedną panią Freydez, która może, że dostała zawału serca - pokręcił nade mną głową z udawanym politowaniem. - Co ja z tobą mam, kobieto? Gdybym wykrwawiał się przed twoimi oczami, ty byś się tylko martwiła, że mogę pobrudzić ci dywan.
- Całkowicie prawdopodobne - uśmiechnęłam się i wstałam. Omiótł mnie pożądliwym spojrzeniem, na co tylko walnęłam go poduszką. On złapał ją i w wampirzym tempie znalazł się tuż przy mnie. Pocałował mnie mocno, że aż prawie nogi się pode mną załamały. Jednak nie musiałam się długo na nich trzymać, ponieważ gwałtownie pchnął mnie do tyłu na łóżko.
Godzinę później usiedliśmy w jadalni obok siebie, czekając na jajecznicę. Po chwili do pokoju weszła pani Freydez, starannie unikając wzroku Jev'a. Jednak, gdy zerknęła na mnie przelotnie, ja rzuciłam jej znaczące spojrzenie, a ona się zrumieniła.
- Mój pierwszy mąż umarł na raka prostaty - odezwała się nagle. - Był o wiele starszy ode mnie - po chwili pierwszy raz spojrzała na Jev'a. - Jesteś starszy, niż on, kiedy umarł, więc tobie grozi to samo - powiedziawszy te słowa, wyszła z pokoju.
Przez chwilę patrzyliśmy za nią w osłupieniu, lecz po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
Jev?
Nocny brak weny :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz