piątek, 1 maja 2015

Od Kathernie - CD historii Jev'a

Głośno zapukałam w słabo przymocowane, drewniane drzwi. Pod moim "dotykiem" prawie się złamały. Ze środka dobiegła mnie wiązanka przekleństw, która natychmiast ucichła, gdy gospodyni spojrzała na mnie swoimi czarnymi, przebiegłymi oczami.
- Co ty tu robisz? - zapytała Yona z wyraźnym przerażeniem, jak i też zaskoczeniem. Cóż, powiedzenie, że nie spodziewała się mnie tu, było lekkie. Ona była pewna, że pozostanę na zawsze w Thazarze. Jej oczy wyraźnie to sugerowały. Jak i również to, że wiedziała, iż odkryłam jej słodką tajemnicę. - Masz szkatułkę? - powiedziała prawie niedosłyszalnie.
- Christopher ją ma - uśmiechnęłam się lekko, sztucznie dodając jej otuchy. Nie wiedziałam, że była taka głupia, ponieważ odwzajemniła uśmiech, myśląc, że jest teraz bezpieczna.
- Po co tu jesteś? - spróbowała ponownie, ciekawa, co w takim razie sprowadza mnie do jej skromnego domku.
- Chcę zobaczyć się z twoją córką, Jaquliene.
- Mówiłam ci, że zaginęła - syknęła i starała się zamknąć drzwi, lecz powstrzymałam ją dłonią. Moja wampirza siła wracała, przez co nie miała ze mną żadnych szans. Szczególnie, że na dodatek pochłonęłam część mocy Thazar. Byłam dla niej niepokonana. - Jedź teraz natychmiast do Christophera i przywieź tu moją szkatułkę! Jeśli tego nie zrobisz...
Jej litanię przerwał mój donośny, aczkolwiek nieco podły, śmiech.
- Nie możesz mi nic zrobić - przyłożyłam swoją dłoń do jej dłoni, a ona zadrżała, gdy poczuła energię mocy, płynącą przeze mnie. - Czujesz? Tak właśnie pachnie potęga - uśmiechnęłam się sztucznie. - A po za tym... "Twoja" szkatułka? Z tego, co myślałam, należała do twojej córki. Córki, którą sama skazałaś na coś gorszego, niż śmierć.
- Chcesz... Chcesz zrobić to mi, prawda? Albo mnie zabić? - choć powiedziała to jako pytanie, jej wyraz twarzy podpowiedział mi, że była już tego niemal pewna.
- Nie - oznajmiłam gładko, na co wydawała się zdziwiona. - Nie zamierzam ci nic zrobić.
- Nie sądziłam, że masz takie dobre serce - mruknęła ironicznie.
- Nie mam - pochyliłam się nad nią, szepcząc, by te słowa były jeszcze straszniejsze. - Nie zabiję cię, ponieważ już palisz się w otchłaniach piekielnych. Och, nie. Pozwolę ci żyć, bo życie jest dla ciebie największą karą. Będziesz żyła ze świadomością tego, co zrobiłaś własnej córce i z poczuciem winy, które nigdy nie zgaśnie - odwróciłam się i udałam z powrotem do mojego McLarena. - To jest moja zemsta.
- Myślałam, że przyszłaś zobaczyć moją córkę! - odkrzyknęła, gdy już zapaliłam silnik.
- Ale, skarbie, ja już to wiem - zaśmiałam się i odjechałam.

Jev?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz