- Powodzenia - pożyczył Chris, gdy już wyszedłem, ale rzecz jasna nadal to słyszałem.
Elfka i Bliźniacy nadal na mnie czekali stojąc na środku chodnika, kompletnie zmieszani.
- Póki się nie nauczycie wszystkiego będziecie mieszkać u mnie. - oznajmiłem i zatrzymałem jedną z taksówek. Oczywiście doszedłbym stąd do mojego domu, ale nie byłem pewien czy oni dadzą radę.
- Witam w moich skromnych progach - oznajmiłem otwierając drzwi. - Rozgoście się, a ja pójdę zobaczyć co u... - nie dokończyłem bo usłyszałem radosne rżenie mej ukochanej klaczy - Xana! - krzyknąłem gdy zaczęła się przytulać i jak zwykle szukając jabłek lub ciastek w mojej kieszeni. Prychnęła zbulwersowana gdy nic w niej nie znalazła.
- Co słychać, ma odwieczna kompanko?
- Ihaaaa!
- To chyba odpowiednik słowa dobrze.
Zwierzę pokiwało głową, ale nagle jakby spoważniało i Xana posłała mi pełne obaw i niepewności spojrzenie.
- Zostaję już, nie martw się. - pogłaskałem ją za uchem. - Też nie cierpię zmian.
Katherine? Wena poszła spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz