sobota, 4 kwietnia 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Zawsze mogę się przecież w wrócić. Chyba.
Odwróciłam się szybko i sięgnęłam do klamki, lecz po chwili zamarłam w pół ruchu. Klamki nie było. Cholera. Drzwi też nie było. Tylko krwistoczerwona ściana, tak jak wszędzie.
A ten starszy, drwiący ze mnie śmiech Fredricka powrócił.
Nie wiem, ile stałam tak, wgapiona w ścianę i myśląca, co mogę zrobić dalej. Nie było opcji, bym wróciła, lecz też nie było opcji, bym szła dalej. Miałam istnieć w tym czerwonym korytarzu przez wieczność?
Magia.
Wpadłam na genialny pomysł. Przecież mogę użyć magii, która przyciągnie mnie w jakiś sposób do drzwi. Zamknęłam oczy i skupiłam się mocno na wyobrażeniu, że drzwi po prostu się do mnie przysuwają. Fredrick podejrzanie milczał, co uznałam za dobry znak. Dla mnie.
Lecz, gdy otworzyłam oczy, okazało się, że dawał mi tylko zgubną nadzieję i ponownie zaczął się śmiać. Drzwi były na tym samym miejscu, co poprzednio.
Cóż. Najwyraźniej wampirza magia tu nie działa. Trzeba spróbować czegoś innego.
Ponownie zastygłam w bezruchu, lecz teraz oczy miałam wlepione w drzwi. Widziałam, jak kilka razy czarownice tak robiły. To nie mogło być trudne...
I nagle znalazłam się w zupełnie inny miejscu.
Fredrick przeklną cicho, a ja wydałam z siebie okrzyk radości, choć go nie usłyszałam.
Czarne drzwi były tuż przede mną.
- Zostało ci jeszcze pięć korytarzy, skarbie - syknął. - Wielu próbowało. Nikomu się nie udało - zaśmiał się ponownie, a potem umilkł.
- Bo nikt nie był mną - szepnęłam do siebie, choć nadal nie wydawałam dźwięków.
Pociągnęłam za klamkę.

Jev?
Wiem, że krótkie, ale buduję napięcie :P 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz