Nie chciałem być zdany na jej łaskę, ale chcąc o wszystkim zapomnieć chyba musiałem.
- Już walczyłem - powiedziałem tylko i odszedłem od mojej paczki, nikt mnie nie zatrzymywał bo doskonale wiedzieli, że sobie tego nie życzę. Pragnąłem tylko niepamięci.
Udając się do swojej kajuty spotkałem ją. Tak po prostu wlazłem na nią jakbym nie miał oczu i intuicji.
- Sorry - mruknąłem wstając i odsuwając się od niej na dobry metr - Niezłe przedstawienie odstawiłaś, tam na górze - pochwaliłem pogardliwie. Spodziewałem się jakieś riposty, ale ta nie odpowiedziała. Była wyraźnie zaniepokojona i przygnębiona. Jakby mnie to obchodziło. - Zemsta to nie dla mnie.
Milczała, bo niekoniecznie zrozumiała o co mi chodzi.
- Nie chce być tutaj. Wracam do domu i zapominam o wszystkim. - oznajmiłem i spojrzeć w te jej szmaragdowe zdradzieckie oczy, w które już nigdy nie chciałem patrzeć.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz