Zamówiliśmy moje ukochane shandy, wcześniej wymieniony cydr dla Caspera i lampkę, a tak właściwie butelkę wina i kieliszek dla Cassandry. Siedzieli obok siebie, a ja przed nimi. Mimo to posyłali sobie pełne rozmarzenia spojrzenia. No nie, no! Jak moja przyjaciółka mogła się zadurzyć w synie mojej dziewczyny! Do tej chwili nie mogłem tego przeboleć.
Casper jednak nie był do końca wyluzowany, trząsł nogą tak mocno, że cały stół trzeszczał, aż do momentu gdy posłałem mu stanowcze spojrzenie, by zakończył ten kataklizm.
- Musimy coś zrobić! - wampir walnął pięścią w stół, tak mocno, że powstało pęknięcie.
- Może się uspokoić? - podsunąłem - Jak dalej będziesz robił to całe czary-mary, gliny zrobią coś z tobą. - ostrzegłem go groźnie palcem. - Możemy użyć zaklęcia ponownie.
- Niby jak, masz jakieś jej rzeczy? - zapytał tępym tonem.
- Tak, noszę jej wsuwki do włosów w kieszeni marynarki. - mruknąłem
- Naprawdę? - w jego malutkich oczach zapaliły się iskierki podziwu. Jak on mógł być taki głupi?
- Przecież nie mam marynarki. - przewróciłem oczami, powstrzymując chęć przywalenia sobie pięścią w czoło. Jemu przy okazji też. - Jedziemy do jej domu.
- Do którego? - zapytał podnosząc się szybko i tym samym rozlewając alkohol na swoje spodnie.
- Hm. Jesteśmy w Londynie, a Katherine ma dom w Londynie, ale i w Sheffield. A to ci zagadka. - odparłem z przekąsem.
- Czyli do... - zaczął, ale przerwałem mu machnięciem ręki by nie kończył. Coś czułem, że wybierze drugą opcję.
- Tak, właśnie tam. - westchnąłem i upiłem resztkę płynu, który trochę złagodził moje pragnienie krwi.
Staliśmy na ganku, czekając na Caspera, który potknął się o kilka kamieni, które leżały na parkingu ponieważ zagapił się w ten jakże piękny dom. Przyleciał po chwili i zapukał do drzwi.
Wybuchnąłem śmiechem, którego nie zdołałem dłużej przetrzymywać. Albo śmiać albo pobić.
Weszliśmy do korytarza, a ja nie pieprząc się już z tymi całymi oględzinami domu, chwyciłem pierwszą lepszą rzecz, która leżała najbliżej.
Oczywiście buty.
- Jev, nie wiedziałam, że gustujesz w...
- ...szpilki? - westchnąłem teatralnie - Ach, tak, to moje nowe hobby. - przyznałem się udając, jak bardzo mnie zawstydziły. - Czarujcie. - rozkazałem
Cassandra wyjęła z kieszeni mapę i położyła na niej buty.
- Daj rękę. - rozkazała
- A po co. Nie jestem z nią spokrewniony. Tnij se Caspera. - odsunąłem się
- Masz z nią bliższy kontakt. - chrząknęła znacząco i rozcięła mi nożem wnętrze dłoni. Pociekło kilka kropelek krwi, które powiodły wzdłuż ścieżki do starego budynku elektrowni równie starego Jonathana?
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz