- Wybrać drzwi. - odparł tonem jakim przemawia się do kretynów. - Te które najbardziej ci się podobają.
- One są takie same. - skwitowałem, przeciągając ostatni wyraz. - I brzydkie.
Puścił tą uwagę płazem.
- No dalej, Jev. Tik-tak, tik-tak. Być może Katherine umiera. - zaśmiał się szyderczo niczym psychopaci z horrorów.
- Prędzej cię zabiję niż ją zdołają pojąć śmiertelne dłonie. - warknąłem
- Powinieneś zostać pisarzem, Jev. Nawet w ostatkach swego życia próbujesz zostać poetą.
- Powinieneś znaleźć sobie jakieś nowe hobby. I zmienić ten śmiech. Wyszedł z mody.
Jego śmiech odbił się echem w ogromnym pokoju, podczas gdy wybrałem pierwsze lepsze drzwi i znalazłem się w krwistoczerwonym pomieszczeniu, który w odróżnieniu od poprzedniego był tak pełny antyków jak tylko się dało. Mając na myśli antyki mówiłem o rzeczach, które były mi tak dobrze znane, ale ich kolory, zapach i kształt zatarły się w mojej pamięci. Specjalnie starałem się o nich zapomnieć, ale patrząc na nie - jak na żywe - wszystko powróciło. Oczarowało mnie. Byłem w domu.
Katherine? Cóż, zrobię coś nieco podobnego, ale nie mogę tak wszystkiego odgapić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz