- Uważasz, że bycie ze mną jest błędem? - zapytał cicho, jakby tak naprawdę nie chciał znać odpowiedzi.
Westchnęłam i pokręciłam głową.
- Bycie z tobą nie było błędem, ale nie było też słuszną decyzją.
- W takim razie czym było?
Uśmiechnęłam się gorzko.
- Nadzieją - odsunęłam się od niego jeszcze na krok. - Po za tym powiedziałeś, że prawdziwa ja jestem niewinna. Samo to w sobie tłumaczy, że praktycznie mnie nie znasz - przybrałam twardy wyraz twarzy. - Torturowałam istoty żywe psychicznie i fizycznie. Mordowałam na wszelakie, krwawe sposoby. Manipulowałam ludźmi, doprowadzając ich do samozniszczenia. I wiesz, co? Nie żałuję tego! - ostatnie słowa praktycznie wykrzyczałam. - A teraz nie czuję się wolna i beztroska. Czuję, że wreszcie jestem sobą. Jestem okropna, kłamliwa i sadystyczna. I nie obchodzi mnie, pierwszy raz w życiu, co ktoś o mnie myśli. Wreszcie jestem w tym miejscu, w którym chciałabym być - zaśmiałam się, co zabrzmiało nieco obłąkanie. - Lata przemijają. Ale dusza mordercy, moja dusza, jest wieczna - na prawdę nie mogłam odczytać jego wyrazu twarzy. - Teraz ty musisz wybrać, Jev. Albo przyłączysz się do załogi i możemy pozostać przyjaciółmi, albo odejdziesz i będziesz błąkać się w Thazarze przez wieczność, chyba, że ktoś wreszcie cię zabije, a tego byśmy nie chcieli. Chciałabym, żeby były inne opcje. Żebyś mógł wrócić tam, gdzie zostawiliśmy rodzinę i przyjaciół. Ale tamtego świata już nie ma. Przynajmniej nie dla nas - mój głos nieco złagodniał. - Wybierz mądrze, Jev. Bo za minutę odpływamy - wycofałam się w kierunku statku, pozwalając mu się zastanowić nad decyzją.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz