Mimo tego, że była kiedyś wampirem, nie mogła kwestionować mojej wiedzy. Właśnie. Była wampirem, i już nie jest. I nie będzie, bo nie chce wrócić ze mną do normalnego świata tylko żyć tą bajkową marą. Z każdą mijającą minutą czułem, że już nie odzyskam tego co miałem kiedyś w jednej garści. Godziłem się z tym. Jeśli ktoś tak łatwo odpuszcza, oznacza to, że uczucie nigdy nie istniało.
Gdy już zakończyliśmy swoje obowiązki wszyscy rozeszli się do kabin. Ja, Carter i Bliźniacy dostaliśmy coś w rodzaju przepustek (wspaniałomyślny Carter nam je załatwił) by wejść na środkowy pokład, do bawialni.
Moje towarzystwo siedziało na podłodze i grało w pokera. Przyłączyłem się do nich.
Gra miło nam zeszła - nie przypominała angielskich czy włoskich rozgrywek - panował w niej stoicki spokój. Nikomu się nie spieszyło, by za kilka minut wyparować z lokalu z wygraną. Bo tu jej nie było. Jedynie satysfakcja.
- Co masz zamiar dzisiaj robić? - zagadnął Carter odkładając karty. - W końcu bawialnia nie zdarza się tak często. -przypomniał drapiąc się w krótką brodę.
- Upić się. - oznajmiłem i wziąwszy z impetem kieliszek wstałem i podszedłem do baru.
Za ladą stały trzy kobiety, ale na moje oko wyglądały jak nastolatki. Ponadto były dość ładne.
- Whiskey - mruknąłem stawiając kieliszek na stole
- Robi się! - zakrzyknęła wesoło blondynka o krótkich kręconych włosach i oddreptała na kilka kroków by przynieść butelkę. Uśmiechnąłem się, wiedziała czego chcę. - Jest tu Carter? - zapytała zaciekawionym głosem.
- Oraz Ben i Zen? - dwie brunetki, które wcześniej wycierały szklanki teraz wystawały zza ramienia blondynki.
- Tak, są ze mną. - odparłem, choć powinienem powiedzieć, że to ja jestem z nimi, ale dziewczynom raczej było to obojętne bo wyskoczyły zza lady kierując się do kącika w którym obradowało moje towarzystwo.
Przysiadłem na krzesełku i otworzyłem butelkę. Upiłem długi łyk, można powiedzieć, że połowę, bądź całość, bo po chwili była pusta.
Westchnąłem i rozejrzałem się czy nikt nie patrzy i wskoczyłem za ladę. Sięgnąłem po kolejne dwie butelki z whiskey oraz ze smutkiem stwierdziłem, że na półkach nie gości mój ulubiony browar - shandy.
- Nieładnie. - usłyszałem kobiecy głos - o zgrozo! - i odwróciłem się, ale na szczęście to nie była osoba, której w tym momencie nie chciałem widzieć. Jakaś wysoka, również czarnowłosa dziewczyna w glanach, skórzanych spodniach i ramonesce stukała rytmicznie swymi jakże długimi czarnymi paznokciami o półkę na której leżały najrozmaitszego rodzaju wina.
Przewróciłem oczami nie mając najmniejszej ochoty na czarowanie jej.
- Barmanek zabrakło - burknąłem lustrując ją wzrokiem - A ty...
- Dorywczo - syknęła wyrywając mi z rąk butelki. Cholera, ależ była silna. Zaraz, wampir? Wciągnąłem w nozdrza jej zapach, ale nie przypominała mi mego pobratymca. Jednak emanowała od niej jakaś dziwna aura.
- Nieładnie - powtórzyła i nalała do mojego poprzedniego kieliszka nieco alkoholu. Zrobiłem niezadowoloną minę.
- Nieładnie to jest wyrywać klientowi to co chce kupić.
- Nie chciałeś płacić - wytknęła mi
- Miałem zamiar zmusić się żebyś założyła za mnie. - wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Irytowała i intrygowała mnie. - Mam złotą kartę. - pochwaliłem się i uniosłem brew
- Przepustka nie oznacza taryfy ulgowej czyli wszystko za friko. - zaśmiała się
- To co? Pijemy? - zaproponowałem
- Za co?
- Za... - zamyśliłem się - Nienawiść, z której jesteśmy stworzeni. - uniosłem kieliszek do góry i czekałem, aż mi przybije. Nie spodziewałem się, że to zrobi, ale przybiła mi.
Katherine? Ów dziewczyna (nie nadałam jej nawet imienia) nie będzie dziewczyną Jev'a, ani nic. Znaczy na razie póki akcja nie wytrąci mi się spod kontroli. Przepraszam, że tak długo, ale już doszłam do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz