- Co jest? - mruknęłam i starałam się wstać, lecz niechcący obudziłam Jev'a.
- Coś się stało? - zapytał zaspanym głosem.
Zamrugałam kilka razy. Boże. To wszystko było tylko kolejnym koszmarem. Kolejnym koszmarem, w którym znów stawałam się, cóż... Zła.
Uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go.
- Nie, oczywiście, że nie. Miałam po prostu zły sen.
- Znowu? - pogłaskał mnie czule po policzku. - Och, Kathie, ostatnio masz ich za dużo. Może powinniśmy kupić łapacz snów, albo coś.
Zaśmiałam się cicho.
- Nie wierzę w takie rzeczy - nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi frontowych. Zmarszczyłam czoło i wstałam. Odkryłam, że byłam w koszuli nocnej. - Kto to może być?
Wzruszył ramionami i również wstał. Wyszłam na korytarz i jeszcze za nim podeszłam do drzwi, pukanie rozległo się ponownie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam twarz Thomasa. Byłam zdziwiona jeszcze bardziej, gdy dostrzegłam, że płakał.
- Kathie... - zaczął wolno. Potem obrzucił Jev'a wściekłym spojrzeniem. Wszedł i gwałtownie zatrzasną za sobą drzwi. - Ta twoja dzikuska, Shevy... Ona... Chciała się zemścić. I... Gdy Chris spał... Ona go... Ona go zabiła.
Wytrzeszczyłam oczy. Nie wierzyłam w to. To nie mogło się dziać. Nie teraz. Nie. Nie. Nie. To nadal musiał być tylko koszmar.
Ale nie był. Doszłam po chwili do takiego wniosku. To była pieprzona rzeczywistość.
Chwyciłam za klamkę.
- Dokąd idziesz? - zapytał głucho Jev.
- Ona nie może żyć - warknęłam. - Nie po tym, co mi zrobiła. Chris niedawno powrócił ze zmarłych... On jest... był moją rodziną! Muszę go pomścić!
Złapał mnie za ramię i odwrócił do siebie tak, że patrzyłam prosto w jego oczy. Były przepełnione bólem.
- Nie bądź taka, jak kiedyś. Musisz to przezwyciężyć. Nie zabijaj jej - wyślizgnęłam się z jego objęć. - Jeśli to zrobisz to - zamachnął się dłonią. - To wszystko... To przepadnie. Jeśli ją zabijesz, nie będę chciał cię znać. Nie popełniaj tego błędu i nie ulegaj pokusie zemsty.
Przez chwilę nawet się nad tym zastanawiałam. Jeśli zabiłabym Shevy, całe moje życie, by przepadło. Jev by przepadł. A przecież byłam z nim taka szczęśliwa.
Ale dlaczego w ogóle bronił Shevy...?
- Zemsta jest wszystkim - syknęłam i gwałtownie weszłam przez drzwi.
I doznałam szoku.
- Bardzo zabawne, Fred! - krzyknęłam, omiatając wzrokiem pokój z piątą próba.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz