- Nie - westchnęłam. - Nic, nie jest w porządku - zobaczyłam, że się skrzywił, jakby zastanawiał się, czy pozwolić mi iść dalej. Nic dziwnego, że się martwił, skoro jeszcze niedawno groziłam mu zniszczeniem statku i zabiciem załogi. - James... Przepraszam, za to, co mówiłam. Chodzi o to, że w jakiś sposób poczułam, że mój... brat ma kłopoty.
- Brat? - uniósł brwi. - Masz brata w tamtym świecie?
- Nie do końca - odpowiedziałam szybko. - Jest dla mnie, jak brat, lecz nie wiążą nas więzy biologiczne. Tylko magiczne.
- Chyba nie rozumiem - odparł, opierając się biodrem o burtę.
- Niektóre wampiry, gdy są z kimś bardzo zżyte, składają przysięgę, że wiecznie będą wierne tej osobie. To coś więcej, niż miłość, czy rodzina. Jestem z nim połączona duszą. Często zakochane w sobie wampiry składają tą przysięgę, lecz u nich wygląda to troszkę inaczej i można powiedzieć, że jest tak, jakby ich ślubem. Odkąd ja i Chris złożyliśmy przysięgę, staliśmy się wampirzym rodzeństwem. Czuję, to co on. I gdybym się uparła, mogłabym usłyszeć jego myśli.
- Wszystko z nim w porządku? Mówiłaś, że miał kłopoty.
- Tak, walczył z kimś, ale na szczęście wygrał - ominęłam Jamesa i ruszyłam w kierunku swojej kajuty. - On zawsze wygrywa.
- To chyba u was rodzinne! - odkrzyknął, gdy byłam już prawie na schodkach w dół, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz