niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Wszystko uległo zmianie. Rzeczywistość, powietrze, zapach, ja. Nawet moje ubranie. Po chwili dusiłam się w gorsecie, a gdy spojrzałam w dół ujrzałam krwistoczerwoną suknię zdobioną czerwonymi diamentami. Cholerny Fredrick.
Poczułam w swojej dłoni kartkę papieru. Spojrzałam na nią. Była zgięta, więc ją wyprostowałam i przeczytałam, co było w niej napisane.

Kochana Katherine!
Za pewne odzwyczaiłaś się od cisnącego gorsetu, lecz uwierz mi, będziesz tu wystarczająco długo, by się z powrotem przyzwyczaić. Myślę, że cieszysz się sukni. Zapamiętałem, jaki jest Twój ulubiony kamień szlachetny. Widzisz? Pozwolę Ci odejść z klasą. 
Tak czy inaczej, dam Ci wskazówki, jak dotrzeć do mnie. Pewnie widzisz, że znajdujesz się w porcie. Musisz wsiąść na jakiś statek (transportu niestety Ci nie załatwię) i dopłynąć nim do stolicy Thazaru (tak nazywa się ta ziemia). Stolica nazywa się Quliene - nazwana na cześć wspaniałej Jaquliene. Podróż będzie trwała około trzech dni.
Tutaj już nie będę mógł po prostu do ciebie mówić. Sama musisz sobie poradzić ze wszystkimi trudnościami.

Nie mogę doczekać się naszego spotkania,
Fredrick Jonathan.

- Super - mruknęłam, ponownie składając list i wkładając go do dekoltu. W przeszłości wkładałam tam mnóstwo rzeczy. Zapamiętałam, że był tak pojemny, że mógł zmieścić ćwierć rzeczy z damskiej torebki, a nawet ćwierć to przecież dużo. - Cóż, co zgotuje dla mnie los? 
Pierwszy raz spojrzałam na Thazar. Mogłam mówić wiele złego na temat Fredricka, ale przyznam, że świat, w którym mieszkał był piękny. Mnóstwo zieleni, a w powietrzu unosił się zapach morza. Nic dziwnego, skoro stałam cztery kroki od morskiej wody. 
Odsunęłam się na bezpieczną odległość i rozejrzałam się dookoła. Było tu mnóstwo statków. Ktoś na pewno zechciałby mnie przewieźć. 

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz