- W związku z tym, że jesteś bardzo uczuciowy - prychnął pogardliwie - przeszedłeś te trzy emocjonalne próby. Może zabawimy się w teleturniej dla mózgowców.
- Brzmi nieźle.
- No to przechodź przez kolejne drzwi.
Przewróciłem oczami i dobiegłem do kolejnej furtki wykonanej z mahoniowego drewna.
Pociągnąłem za ozdobną klamkę.
Otaczały mnie same deski. Drewno okalało całe wnętrze. Białe drewno. Śmiertelne dla wampirów. Jednak nie podejrzewałem by Jonathan chciał zabić mnie w tak pospolity sposób.
- Och, przepraszam za ten wystrój. - westchnął - Zapomniałem go zmienić.
- Tak jak zapomniałeś, że jesteś płazem? A może gadem.
- Bardzo trafna uwaga, Jev. - zarechotał jakby dla potwierdzenia moich słów.
Gdzieś w tle rozległ się charakterystyczny dla filmów grozy dźwięk sygnalizujący nadejście jakiegoś czarnego charakteru.
Jednak po chwili rozbrzmiał bezbarwny głos, ni to melodyjny ni to gardłowy recytując opieszale zagadkę:
"Syć mnie, a będę żył. Napój mnie, a umrę. Czym jestem?"
- Dalej, Jev. Masz zaledwie kilka minut. Inaczej... - nie dokończył, bo oboje wiedzieliśmy co mnie czeka.
Syć mnie - nie można tego zinterpretować jako pojenie, ale jako karmienie. Daj mi więcej jedzenia - będę się rozprzestrzeniał, rosnąć w siłę. Zgaś me nieistniejące pragnienie - umrę,
Prędzej to ja umrę niż to odgadnę. - przemknęło mi przez myśl.
Musiałem się wysilić, postarać - udowodnić, że siła miłości jest silniejsza od niewiedzy. Wytęż się, dalej, Jev! - usiłowałem się zmotywować, ale wizja Katherine, która odpływała na statku marzeń i szczęścia nie dawała mi spokoju. Może po prostu powinienem dać jej tego czego pragnie - życia wolnego od problemów.
Ale postanowiłem być egoistą - kocham ją , i to też się liczy. Chcę z nią być, nawet jeśli niesie to tyle przeszkód. Nie obchodzą mnie. Dbam tylko o to co mi pozostało.
Dam radę.
Syć mnie - życie
Pój mnie - śmierć
I wtedy do mnie dotarło. To co jest przyczyną śmierci wielu istnień. Jednym z zagrożeń dla mojego gatunku. Ogień.
- Jesteś ogniem! - wykrzyknąłem, a jakby na moje życzenie wszystko wokół rozjarzyło się czerwonymi językami ognia. Całe pomieszczenie poszło z dymem - zamieniając się w proch, który ostatnio był dość częstym widokiem dla mnie.
Rozbrzmiał śmiech Jonathana, w którym wychwyciłem nutkę zawodu. Zawodu - ale nie przeznaczonego dla mnie.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz