- Prześpij się - oznajmił w pełni rozbudzony już James. - Napracowałaś się. Zajmę twoje miejsce.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i puściłam ster. Lekko zachwiałam się na nogach. O, faktycznie byłam zmęczona.
- Dobranoc, James - powiedziałam, choć zmarszczyłam czoło, patrząc na leniwe słońce, które wstawało za horyzontem. - Albo dobrego dnia? Czy co tam?
Zaśmiał się tylko i popchnął mnie w kierunku zajścia z mostka.
- Miłych snów, Kathie.
Zatrzymałam się w pół kroku. Nazywało mnie tak tylko parę osób, co najwyżej dziesięć, z czego połowa już nie żyła lub straciłam z nią kontakt. James szybko zauważył moją niepewność.
- Przepraszam. Nie wiedziałem, że tak cię to urazi.
- Nie uraziło - wymusiłam uśmiech. - Po prostu... - westchnęłam. Dopiero teraz zauważyłam, że ostatnio zaczęłam oddychać. Jak mogłam nie czuć, że wchłaniam powietrze? - Nie ważne. Idę spać.
I szybko zeszłam z mostka i udałam się w kierunku kajut dla "szych" na statku. Moja była tuż obok Jamesa. Zamknęłam za sobą drzwi i po chwili rzuciłam się na łóżko. Za nim się obejrzałam - już spałam.
To był mój pierwszy sen bez koszmarów od bardzo dawna.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz