wtorek, 28 kwietnia 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

- Zatem jeśli już wznieśliśmy toast za to gówniane życie - mruknąłem - może powinnaś mi się przedstawić? - zagaiłem
- Ja tobie? - parsknęła - A czemu nie ty mnie? - zagadnęła
- Bo jestem starszy. - powiedziałem dziecinnym głosem i wystawiłem jej język.
- Z pewnością - przytaknęła - Na razie mów mi Mir.
- To skrót od Miranda. - stwierdziłem
- Skoro tak uważasz niech to będzie twoją prawdą. - wzruszyła ramionami i nalała nam po kolejnej porcji whiskey.
- Nie upijesz się? - czułem, że mój umysł lekko odpływa więc pozwoliłem porzucić sobie tą nędzną trwogę.
- Założysz się, że pierwszy ty padniesz?
- Chętnie. - zgodziłem się bo doskonale wiedziałem, że Miranda nieważne kim jest i tak odpadnie pierwsza. Alkohol jedynie uspokajał żądzę krwi - czyli jakby głaskać krokodyla, który nie wiadomo czy ugłaskany i upojony rozkoszą nie zabije ofiary.

Po godzinie czyli  po około trzydziestu opustoszałych butelkach nadal siedzieliśmy na stołkach, a raczej usiłowaliśmy się na nich utrzymać.
- Nigdy nie widziałem, żeby człowiek, i to w dodatku dziewczyna wytrzymała tak długo. Powinnaś zarzygać cały bar. Już... - zerknąłem na niewidzialny zegarek - czterdzieści pięć minut temu. - pokiwałem "niedowierzająco" głową.
- Kobieta. - poprawiła mnie, jakby tylko to wyłowiła z mojej wypowiedzi. Specjalnie powiedziałem człowiek, bo chciałem sprawdzić jak zareaguje.
Przewróciłem oczami.
- Jak tu trafiłaś? - zwróciłem rozmowę na inne tory. Te, które bardziej mnie interesowały.
- Urodziłam się tu. - wzruszyła pewnie ramionami. Po raz kolejny.
- Nieprawda.
- Masz rację... - szepnęła - oczywiście nie na Zemście. - uśmiechnęła się, próbując chyba uśpić moją czujność.
- Doskonale wiem, że kiedyś kimś byłaś, albo...
- Nadal jestem? - dokończyła za mnie, a promienny uśmiech zniknął z jej twarzy. Zamiast niego gościła na niej chłodna uprzejmość.
W tym momencie, w którym miałem się wszystkiego dowiedzieć kątem oka dostrzegłem osobę, której nie chciałem widzieć, której nienawidziłem i kochałem. Dzięki syreniej krwi mogłem lepiej odebrać jej zamiar i uczucia. Niepewność, radość, niezdecydowanie, o co do cholery tu chodziło?

Katherine, zatem o co chodziło?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz