sobota, 4 kwietnia 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

Jego słowa dźwięczały mi w uszach jeszcze przez jakiś czas. Gdybym był bezstronnym obserwatorem mógłbym tylko wyobrazić sobie swoją matkę, która zniknęła i nie mogę jej nigdzie znaleźć. Ale moja matka już dawno nie żyła,  a jej twarz już dawno zatarła się w mojej pamięci. Pamiętałem tylko te ciemne długie włosy, przez które prześwitywały pasemka siwizny, gdy upinała je w ogromny kok. Jednak Katherine była chyba jedyną osobą, na której  w tym momencie najbardziej mi zależało. Zastanowiwszy się przez chwilę uznałem, że Katherine - przywódczyni klanu, praktykująca posiadająca wielką moc wampirzyco-czarownica, nie da się tak łatwo zbałamucić i sama sobie poradzi. Z drugiej strony martwiłem się o nią, ale zazwyczaj wychodziło na to, że doskonale sobie radzi, i nie potrzebnie interweniuje.
- To co robimy? - zapytał Casper potrząsając mną.
- Najpierw zejdziemy z przejścia dla pieszych. - poleciłem, bo zauważyłem, że kierowcy już dawno zaczęli się niecierpliwić grupką na ogół młodych ludzi gaworzących sobie spokojnie na pasach, podczas gdy im śpieszy się do pracy, a zielone światło świeci dla nich otworem.
- A teraz? - powtórzył
- Idziemy na shandy. - wzruszyłem ramionami mówiąc spokojnie. Nie chciałem go niepotrzebnie denerwować, ale chyba odebrał moją odpowiedź jako dziwny rodzaj obojętności.
- Ja nie lubię shandy. - odparł mierząc mnie podejrzliwym spojrzeniem.
- To cydr, jeny, chłopie. - poklepałem go po plecach - Nie martw się.
- Dlaczego, przecież nie wiem co się z nią dzieje! - oburzył się wymachując rękami w górę, i możliwe, że przez przypadek z jego palców wybuchło wszystkie pięć żywiołów.
- Zaraz coś się stanie jeśli się nie opanujesz, Casperze - szepnęła Cassandra próbując go uspokoić. Wzięła go za rękę i potrząsnęła nią. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, dopóki nie przerwałem im.
- Dobra, gołąbki. - mruknąłem - Być może nie znasz swojej matki, ale ona nie da się pokonać byle komu.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz