- Gdzie jedziemy? - przyleciał Casper z kolejnym głupim pytaniem. Otwierał Cassandrze drzwi popisując się jakim to on nie jest dżentelmenem.
- Do zoologicznego. - odparłem - Po boa dusiciela, który połknie tego osła w całości. - oznajmiłem i wyjechałem z leśnej dróżki.
- Jakiego osła? - zapytał wampir szczerząc się w uśmiechu. Jak on mógł być synem Katherine? Ja się pytam jak! Pielęgniarki z Czerwonego Krzyża musiały mu podmienić plakietki, na 100 %.
- Nie radzę. - nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się Yona, siedząc na miejscu pasażera.
- Nie masz tu nic do gadania. - prychnąłem odwracając wzrok by na nią spojrzeć, ale jej już nie było. Pozostały po niej resztki tylko ciemnej aury.
Staliśmy przed elektrownią, a tak właściwie już w jej wnętrzu, gdy dobiegł nas perfidny śmiech. Słyszałem go już wcześniej, więc nie przeraził mnie tak jak pozostałych, jednak nie można było stwierdzić, że jest on miodem dla uszu.
- Widzę, że ekipa ratownicza przyszła z pomocą. - odezwał się chrapliwy męski głos.
- Nie mylisz się.
Katherine? Jestem ciekawa świata po drugiej stronie lustra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz