- ...ludzi żyjących poprawie politycznie? - podsunął Ian ze śmiechem.
Również parsknęłam śmiechem. Bardzo polubiłam tego gościa. Nie był, aż tak bardzo piracki, co James, który czasami bywał wręcz okrutny, tylko wiecznie przyjazny i z poczuciem humoru. Potrafił rozbawić każdego. Nawet Bala, który naprawdę rzadko miewał uśmiech na twarzy.
- O to właśnie chodzi - odpowiedział mi James. - Musimy się wyróżniać. Jesteśmy piratami, nie możemy ukrywać się w tłumie. Ludzie muszą dostrzec, że przybyliśmy do portu. Muszą się nas bać.
Faktycznie zauważyłam, że kilka osób rzuciło nam przestraszone spojrzenia i przestało tańczyć. Niektóre osoby, które szły w paradzie, wręcz zatrzymały się. Zdawałam sobie sprawę, że budziliśmy przerażenie. Lecz to nie oni powinni się nas bać, tylko ten były pirat z rady miasta.
- Ej, wy! - usłyszałam za nami krzyk i odwróciliśmy się. Stał tam typowy strażnik miejski, patrząc na nas wrogo, lecz również z pewnym dystansem i lekkim strachem. Lecz, gdy zobaczył nas w pełni, a raczej rozpoznał Jamesa, przystanął i był już w pełni przerażony. - Och, kapitanie... Nie wiedziałem, że Zemsta przybiła do portu. Jeśli nie miałby kapitan nic przeciwko i poinformowałbym o tym gubernatora...
- Nie - oznajmił stanowczo James. - Nie ma mowy. Nie zabawimy tu długo.
- W takim razie... - zająknął się. - Miłego dnia - i szybko zniknął w tłumie.
Odprowadziłam go wzrokiem.
- Naprawdę Zemsta wzbudza, aż taki respekt?
James uśmiechnął się, dumny z siebie i swojego statku.
- Oczywiście - klasnął w dłonie. - Jesteśmy najstraszniejszymi piratami w Thazar! A teraz znajdźmy pana Victora i rozprujmy mu flaki!
- To rozumiem - odwzajemniłam uśmiech.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz