czwartek, 30 kwietnia 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

- Dobra - żachnęła się, tym samym wydając zgodę by coś więcej mi powiedzieć - Żeruje na tych tu istotach - rozłożyła ręce wskazując otaczających nas nieśmiertelników.
- Jak?
- Gdy nikt nie widzi. - uśmiechnęła się przebiegle
- Krew? - uniosłem brew
- Jev! - krzyknęła - Nie jestem wampem. - ten złośliwy skrót od słowa wampir, wymówiła z wyraźnie pobrzmiewającą w jej głosie dezaprobatą. - Esencja życiowa - rzuciła krótko po chwili.
- To daje ci siłę? - domyśliłem się
- W pewnym sensie.
- Jesteś strasznie dziwna. - przyznałem popijając whiskey.
- Jak wszystko na tym pieprzonym świecie. - parsknęła śmiechem, a ja jej zawtórowałem. - I na każdym innym. - uwzględniła.

Zorientowaliśmy się, że już świta gdy opróżniliśmy cały barek.
- Chyba nie mam tyle by założyć za...
- 182 butelki?
- 183 -  poprawiłem ją i wskazałem na butelkę z której teraz piłem.
- Oddaj to - burknęła i wziąwszy ode mnie alkohol sama go wypiła. - Teraz - potrząsnęła swoją krótką fryzurą i zaczęła dotykać twarzy w typowo kobiecy sposób mówiący: "Muszę się doprowadzić do porządku"
- Wyglądasz całkiem nieźle - odpowiedziałem na niezadane przez nią pytanie
- Muszę wyglądać całkiem nieźle skoro to mówisz. Zazwyczaj chyba oszczędzasz komplementów.
- Trzymam je dla kogoś wyjątkowego. - odparłem smutno. - Ale jego już nie ma, więc będą zarezerwowane dla ciebie, Mirando.
- Miło, ale ja nie mam przyjaciół - wyszczerzyła swoje nieco żółtawe zęby w uśmiechu
- Teraz już masz. Przełknij to. - poleciłem
- Spróbuje. - mruknęła i zaczęła sprzątać naszą wczorajszą i prawdopodobnie dzisiejszą balangę, a raczej jej skutki.
- Serio tu pracujesz?
- Nie, sprzątam bo lubię. - mruknęła sarkastycznie i rzuciła we mnie ścierką - Ty też zacznij. Przełknij to. - powtórzyła moje słowa i zabraliśmy się do sprzątania.
Może były inne możliwości spędzania czasu, ale nie na Zemście. Nie miałem też zamiaru wracać na górny pokład, gdzie mógłbym się natknąć na Katherine, albo powrócić do pokoju, który dzieliłem z trzema chłopakami - darzyłem ich sympatią, ale za bardzo przypominali mi to co utraciłem w pogodni za czymś co nie ma prawa istnieć.

Katherine?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz