niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

To, co zobaczyłam - idealnie pasowało do czerwono-diamentowych drzwi. I sufit i ściany były zrobione z tego samego materiału. Przez chwilę stałam tylko w otwartych drzwiach, patrząc z zachwyceniem na to bogactwo. W pewnym momencie jednak dostrzegłam, co innego. Zamknęłam za sobą drzwi i spojrzałam prosto w nienaturalne, białe oczy.
Istota stojąca przede mną była niezwykła, lecz przez to i dziwna. Choć mężczyzna, jeśli można było nazwać go mężczyzną, ciało miał ludzkie, to cała reszta była zupełnie odmienna do ludzkiej. Zaczynając od jego oczu, które były tylko i wyłącznie wypełnione białkami, a kończąc na jego ubraniu, przypominającym ubranie elfa Świętego Mikołaja. W dłoni zaś trzymał dwa, złote puchary, ozdabiane czerwonymi diamentami, które wypełnione były jakimś bezbarwnym płynem.
- Jeden zawiera truciznę - przemówił głosem Fredricka, choć skądś wiedziałam, że nie jest nim, a jedynie iluzję wytworzoną przez samego czarnoksiężnika. - Jeden jest zwykłą wodą.
- Obydwa brzmią paskudnie - mruknęłam pod nosem.
- Jeśli wybierzesz zły, to umrzesz - kompletnie mnie zignorował. - W przeciwnym razie, ukażą ci się następne drzwi.
- Zagadki - prychnęłam. - Uwielbiam zagadki. W tym musi być jakiś haczyk - przyjrzałam mu się uważnie. - Zadasz mi teraz jakieś pytanie i gdy odpowiem na nie poprawnie, to wskażesz mi właściwy kielich?
- Nie - odparł spokojnie. - Musisz zgadnąć, który jest właściwy.
- Ugh... - jęknęłam. - Ale na pewno się da...
- Nie.
- Ale...
- Nie.
Zacisnęłam mocno pięści. Działał mi już na na nerwy. Chciał poznać Katherine Aristow? Proszę bardzo. Ja nigdy nie grałam czysto.
Machnęłam dłonią i w jeden chwili jego kark się skręcił, a on upuścił kielichy i zsunął się na podłogę. Lecz jeszcze za nim zdążył dotknąć ziemi, zmienił się w pył.
- Gratulacje - ponownie usłyszałam głos Fredricka, lecz tym razem tak jakby z oddali, tak samo, jak słyszałam go przez te kilka godzin, jak tu byłam. Przede mną pojawiły się za to kolejne drzwi. Tym razem wyglądały całkiem normalnie. Były z solidnego, sosnowego drewna. - Jak pewnie się już domyślasz: Obydwa kielichy były zatrute. Wiesz, ile osób zginęło w tej próbie? - zaśmiał się ponownie swoim upiornym śmiechem. - Ale nie będę cię już zanudzał. Pewnie nie możesz się doczekać następnego pokoju.
- Pewnie - prychnęłam i przeszłam przez następne drzwi.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz