- Zgubiłaś się, skarbie? - drwiący głos Fredricka pojawił się nagle wokół mnie. Cóż, milczał przez prawie godzinę, odkąd tu błądziłam (dzięki Bogu za mój telefon, który choć nie miał zasięgu, pokazywał poprawną godzinę). - Nie jestem ekspertem w tych sprawach... A może jednak jestem - znowu zaśmiał się w tej swój charakterystyczny sposób. - Wydaje mi się, że krążysz w kółko.
- Jakbym tego nie wiedziała - warknęłam. To całe powolne wysysanie duszy i mocy przez mrok sprawiło, że zrobiłam się strasznie drażliwa. Miałam już dość tych całych bezdomnych rodziców dzieci, które zabiłam, niekończących się korytarzy i mrocznych, wysysających esencję życiową labiryntów. A to miał być dopiero początek. - Zdobędę szkatułkę Jaquliene i oddam ją Yonie. A potem ją zabiję za to, że mnie okłamała - zmarszczyłam czoło. - Muszę się najpierw dowiedzieć, co spotkało tą biedną dziewczynę.
- Ach, jakże biedną! - zakrzyknął, przybierając smutny ton głosu. - Wiesz, mógłbym ci powiedzieć, ale myślę, że wtedy zaprzestałabyś swojej wędrówki. A to taka świetna zabawa!
- Bez wątpienia bawisz się przefanta... - uśmiechnęłam się szeroko, patrząc na drzwi, które błyszczały zachęcająco. Były piękne. - Hm...
- Widzę, że podobają ci się rubinowe drzwi. Możesz zostać i tylko się na nie gapić - zadrwił.
- Jakiś ty głupi - parsknęłam śmiechem. - To nie rubiny, tylko czerwone diamenty. Moje ulubione kamienie szlachetne. Zwykłe diamenty są... Nudne.
Mogłabym się założyć, że teraz przypatrywał mi się z zainteresowaniem, skądkolwiek patrzył.
- Jesteś niezwykłą kobietą, Katherine. Inni już dawno się poddawali, a ja ich zabijałem. A ty? - i znowu pojawił się ten jego śmiech. - Ty owijasz sobie moje pułapki wokół palca, skarbie.
- Twoje komplementy nic nie dają - złapałam za klamkę. - Doskonale znam swoją wartość - nacisnęłam ją i przeszłam przez diamentowe drzwi.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz