- Skoro mnie kochasz powinnaś mi to okazać. - szepnąłem, ale i tak wiedziałem, że mnie usłyszała. - Chcesz ze mną wrócić, wiem to. Chcesz być ze mną i z Christopherem i ze swoim synem. Obiecałem mu, że z tobą wrócę. Nie rób mu tego. Nie pozwól by Casper znów stracił jedyną rzecz dla której nadal egzystuje. Być może ja przetrwam, ale on nie. Albo mnie zabije z zemsty, albo sam się zabije. Nie chcesz tego, Katherine, choć raz porzuć dumę i uratuj kogoś tyłek, zamiast swojego. Jesteś do tego zdolna, wiem to. - mówiłem dalej, na tyle głośno żeby mnie usłyszała. Nie odwróciła się, ale czułem, że moje słowa do niej dotarły. Pozostało tylko by dobrze je przemyślała.
To co powiedziałem to prawda: nie zamierzałem wracać do domu bez niej. Casper ukręciłby mi kark, a następnie wbił kołek w serce gdyby się dowiedział, że wróciłem bez niej. Jak nie on, to sam bym to zrobił.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz