- Czekaj. - szepnąłem i schowałem się w kącie. Po chwili wyszedłem z zaułka już bez tego dziwnego habitu - w białej koszuli i spodniach, które znalazłem na tyłach jakiegoś domu mody. Przynajmniej nie wyglądałem w nich jak przedstawiciel innej orientacji.
- Nieźle - stwierdziłem z niesmakiem gdy przeszedł obok nas całkowicie zalany gość, któremu strużki śliny wisiały z kącika ust niczym jakiemuś zgrzanemu buldogowi. - To całkowicie różni się od tego balu.
- No co ty nie powiesz. - mruknęła unosząc swoją suknie by nie utaplać jej w rozlanym na naszej drodze winie i bogowie wiedzą jeszcze czym. - Przynajmniej tutaj nikt nie udaje. - wzruszyła ramionami i wypuściła z dłoni rąbek sukni tym samym zamaczając ją w tym bagnie na podłodze. - Och.
Zaśmiałem się, a ona zrobiła urażoną minę. Po chwili też zaczęła się śmiać tym swoim perlistym śmieszkiem. Był to raj dla moich uszu, po tym jak tyle czasu musiałem użerać się ze starym Jonathanem i nasłuchiwać jego obrzydliwego śmiechu rodem z piekieł.
- O cholera - przeklnęła i cofnęła się kilka kroków. - Piraci. - wyjaśniła wpatrując się w zgraję wyróżniających się między pozostałymi luźnym strojem. Powiodłem za jej zmartwiałym wzrokiem i również skamieniałem. Na drewnianym krzesełku przy ladzie w otoczeniu kilku mężczyzn siedziała ona. Puściłem rękę Marthy i podszedłem bliżej, by sprawdzić czy nie mam jakiś majaków.
Ale nie, to była ona. Kompletnie do siebie niepodobna - między innymi dlatego, że była pijana. Ale też radosna i pobudzona.
Ciemne piękne włosy opadające kaskadą na plecy. Jasna skóra, pełne usta i te hipnotyzujące szmaragdowe oczy, które podchwyciły moje spojrzenie.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz