Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w jakim się znajdowałam. Przede mną stała mała dziewczyna, o pięknych, niebieskich oczach i blond warkoczykach. Ubrana była w różową sukienkę i uśmiechała się do mnie nieśmiało. Lecz przede mną ujrzałam coś znacznie bardziej przyciągającego wzrok. Rewolwer. Broń, której nie używałam ze względu na moją moc. Chwyciłam pistolet i przez chwilę nie wiedziałam, co mam z nim począć, gdy nagle ujrzałam przerażenie na twarzy dziewczynki i usłyszałam całkiem znajomy głos.
- Zabij ją - powiedział spokojnie Fredrick. - Zabij, a drzwi do szóstej próby się otworzą. Jesteś już tak blisko, Katherine. Nie możesz teraz się poddać.
Choć przez cały czas schowałam się za moją złą połową, to przez głowę przemknęły mi wyrzuty sumienia i krzyczący głos, bym tego nie robiła. Nie chciałam tego robić. Dziewczyna wyglądała tak bezbronnie. Stała tylko i patrzyła ze strachem na broń, którą dzierżyłam w dłoni.
- Ona jest niewinna - syknęłam. - Dlaczego mam to zrobić?
- Bo to próba, skarbie - zaśmiał się radośnie Fredrick. - Jeśli jesteś prawdziwym złoczyńcą, nie powinnaś bać się zabijać dzieci.
- Nie jestem złoczyńcą.
- Czyżby? - przeciągnął litery w tym słowie. Po chwili starał się przybrać inną taktykę. - Już to robiłaś. To nie takie trudne. Po prostu pociągnij za spust i będzie po wszystkim.
Wciągnęłam powietrze i wycelowałam w dziewczynkę. Czy właśnie powiedziałam, że nie jestem złoczyńcą? Co jest ze mną nie tak? Celowałam w dziewczynkę, która nawet chyba nie skończyła dziewięciu lat!
A może jednak byłam zła?
- Proszę - jęknęła cicho, a po jej policzkach spłynęło trochę łez. - Nie rób tego. Proszę... Oszczędź mnie. Nie chcę umierać.
- Przeprosiłabym - szepnęłam, czując również słone krople na swoich policzkach. - Ale byłoby to nieodpowiednie - przymknęłam powieki. Usłyszałam strzał, krzyk, a następnie ciszę. Gdy otworzyłam oczy, dziewczynki i rewolweru już nie było. Stałam przed białymi drzwiami. - Niech zgadnę - uśmiechnęłam się gorzko. - Zdałam.
- I oto twoja nagroda.
Przeszłam przez białe drzwi.
W środku również było biało. Wszystko było białe. I jedynym meblem stojącym po środku było nieskazitelne lustro.
- Co mam z nim zrobić? - zapytałam, czując, że łzy już oschły.
- Przeszłaś już pięć prób - zaczął Fredrick, ignorując moje pytanie. - Pierwszą próbą, była próba twojej mocy. Druga - wytrzymałości. Trzecia świadczyła o tym, że jesteś przebiegła. Czwarta ukazała, że dla zemsty poświęciłabyś wszystko. Piąta zaś, że jesteś bezwzględnym mordercą - zaśmiał się. Jak ja nienawidziłam jego śmiechu. - Gratulacje. Zdałaś test. A to była dopiero rozgrzewka - lustro przede mną zabłyszczało. - To portal do innego świata. Do świata, w którym nic nie jest proste, a te rzeczy, które są dla niektórych nie do pomyślenia, są tam normalne. To mój świat. Tam znajdziesz szkatułkę i mnie. Te testy sprawiły, że jesteś gotowa, by zmierzyć się z tym, co czeka cię po drugiej stronie - jego głos stał się nagle nieprzyjemny, choć już może wcześniej taki był. - Życzyłbym ci powodzenia, lecz liczę na to, że zginiesz. Tylko kilku osobom udało się przejść moje próby, a i ci nie znaleźli w tej krainie tego, czego szukali. Pamiętaj, że jeśli ja będę żył, ty żyć nie będziesz mogła i na odwrót.
- W takim razie zamierzałam cię zniszczyć - oznajmiłam spokojnie i przeszłam przez portal.
Jev?
Właściwie to możecie wchodzić już do elektrowni ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz