środa, 8 kwietnia 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Godzinę później wreszcie czułam, jak to jest być podpitym. Głowę miałam na szczęście mocną, więc nie zachowywałam się, jak typowy pijak, lecz czułam to lekkie zamroczenie z powodu alkoholu. Nigdy czegoś takiego nie czułam. To uczucie było... niesamowite.
Dodatkowo dołączyły do nas dwie kobiety, które wyglądały dopiero na szesnaście lat, więc nie jestem pewna, czy powinnam nazywać je kobietami. Obydwie były brunetkami z dość dziewczęcym wyglądem ciała. Jednak mojej Wesołej Kompani najwyraźniej to nie przeszkadzało, bo obrzucali je głodnymi spojrzeniami.
- Samantho, czy zechciałabyś przynieść nam kolejną butelkę? - odezwał się do jednej z brunetek James, uśmiechając się przy tym uwodzicielsko. Dziewczyna odurzona alkoholem i jego... cóż, flirciarską osobowością... od razu wstała ze śmiechem, lecz po chwili zatrzymała się, zerkając na niego z oburzeniem. - Czy coś się stało, moja droga?
- Nazywam się Mille - powiedziała, dumnie unosząc głowę. Następnie wskazała na drugą brunetkę, która chyba nie zdawała sobie sprawy z otoczenia, tylko zawiesiła się na szyi Rice'a. - To jest Samantha, moja siostra. Naprawdę tak trudno zapamiętać nasze imiona?
James oczywiście był przygotowany na jakąkolwiek wpadkę i zaśmiał się tylko.
- Moja droga, oczywiście, że wiem, jak się nazywasz - poklepał ją po dłoni, a ona była nim tak zauroczona, że przełknęła swoje oburzenie i dumę. - Sprawdzałem, czy przypadkiem się nie upiłaś. Chcę mieć cię trzeźwą - to było oczywiste kłamstwo, lecz Mille nie zdała sobie z tego sprawy. Przewróciłam oczami, gdy zamrugała oczami, uśmiechnęła się, pocałowała go w policzek, a następnie znikła w tłumie, by przynieść nam dodatkową butelkę.
- Ty to masz podejście do kobiet - mruknęłam pod nosem, wystarczająco głośno, by siedzący po mojej prawej James to usłyszał. - Jak nic obudzisz się rano i nie będziesz już nawet pamiętał, jak ona, do licha, się nazywa.
- Mówisz to z doświadczenia? - rzucił mi znaczące spojrzenie i objął mnie przyjacielsko ramieniem.
Spojrzałam na niego wymownie i wolno zdjęłam jego ramię. Był to typowo teatralny gest, mówiący: "Ja tu jestem mądrzejsza, odwal się.".
- Możliwe - powiedziałam jednak. - Ale chodziło mi głównie o stan, w którym się teraz znajdujesz.
- A konkretnie?
- Jesteś pijany, kolego - zaśmiałam się i szturchnęłam go ramieniem.
- Być może - uśmiechnął się do Mille, która właśnie wróciła z butelką whiskey. - Ale wiem na pewno jedno. Mam ochotę zagrać w kości. Grałaś kiedyś?
- Oczywiście - złożyłam dłonie na stole. - Z tego, co słyszałam, to typowo piracka gra.
- Tak. I jestem w nią najlepszy.
- Ach, tak? - rzuciłam mu wątpliwe spojrzenie. - To się okaże.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz