Dodatkowo dołączyły do nas dwie kobiety, które wyglądały dopiero na szesnaście lat, więc nie jestem pewna, czy powinnam nazywać je kobietami. Obydwie były brunetkami z dość dziewczęcym wyglądem ciała. Jednak mojej Wesołej Kompani najwyraźniej to nie przeszkadzało, bo obrzucali je głodnymi spojrzeniami.
- Samantho, czy zechciałabyś przynieść nam kolejną butelkę? - odezwał się do jednej z brunetek James, uśmiechając się przy tym uwodzicielsko. Dziewczyna odurzona alkoholem i jego... cóż, flirciarską osobowością... od razu wstała ze śmiechem, lecz po chwili zatrzymała się, zerkając na niego z oburzeniem. - Czy coś się stało, moja droga?
- Nazywam się Mille - powiedziała, dumnie unosząc głowę. Następnie wskazała na drugą brunetkę, która chyba nie zdawała sobie sprawy z otoczenia, tylko zawiesiła się na szyi Rice'a. - To jest Samantha, moja siostra. Naprawdę tak trudno zapamiętać nasze imiona?
James oczywiście był przygotowany na jakąkolwiek wpadkę i zaśmiał się tylko.
- Moja droga, oczywiście, że wiem, jak się nazywasz - poklepał ją po dłoni, a ona była nim tak zauroczona, że przełknęła swoje oburzenie i dumę. - Sprawdzałem, czy przypadkiem się nie upiłaś. Chcę mieć cię trzeźwą - to było oczywiste kłamstwo, lecz Mille nie zdała sobie z tego sprawy. Przewróciłam oczami, gdy zamrugała oczami, uśmiechnęła się, pocałowała go w policzek, a następnie znikła w tłumie, by przynieść nam dodatkową butelkę.
- Ty to masz podejście do kobiet - mruknęłam pod nosem, wystarczająco głośno, by siedzący po mojej prawej James to usłyszał. - Jak nic obudzisz się rano i nie będziesz już nawet pamiętał, jak ona, do licha, się nazywa.
- Mówisz to z doświadczenia? - rzucił mi znaczące spojrzenie i objął mnie przyjacielsko ramieniem.
Spojrzałam na niego wymownie i wolno zdjęłam jego ramię. Był to typowo teatralny gest, mówiący: "Ja tu jestem mądrzejsza, odwal się.".
- Możliwe - powiedziałam jednak. - Ale chodziło mi głównie o stan, w którym się teraz znajdujesz.
- A konkretnie?
- Jesteś pijany, kolego - zaśmiałam się i szturchnęłam go ramieniem.
- Być może - uśmiechnął się do Mille, która właśnie wróciła z butelką whiskey. - Ale wiem na pewno jedno. Mam ochotę zagrać w kości. Grałaś kiedyś?
- Oczywiście - złożyłam dłonie na stole. - Z tego, co słyszałam, to typowo piracka gra.
- Tak. I jestem w nią najlepszy.
- Ach, tak? - rzuciłam mu wątpliwe spojrzenie. - To się okaże.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz