czwartek, 30 kwietnia 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

Miałem nadzieję, że przekonam Katherine. Zazwyczaj to co mówiliśmy sobie przy "pożegnaniach", których nawiasem mówiąc już kilka sprawiało, że któreś z nas zmieniało zdanie. Oby i tym razem tak się stało.
Jednak teraz sprawę Kath musiałem odłożyć i powrócić do moich towarzyszy.
Wbiegłem do kajuty, którą dzieliłem z chłopakami i po dokładnych oględzinach pomieszczenia stwierdziłem, że ich tu nie ma. Zatem musiałem przeszukać cały statek. I poznać najgorsze zakamarki Zemsty.

Nie podejrzewałem, żeby mogliby być na górnym pokładzie, ponieważ z czasu w którym tu przebywałem zorientowałem się, że Szczurzy Kapitan James nie pozwalał "byle komu" stąpać po Jego podłodze, którą to "byle kto" czyścił. Zatem poszedłem na środkowy pokład bo bawialni, gdzie pomyślnie zastałem ich siedzących w tym samym kącie co wczoraj, choć tym razem siedzieli bez kart, a w ich gronie gościła Miranda.
- Coś się stało? - zapytałem niepewnie, podchodząc bliżej
- Wracasz. - Mir przełknęła głośno ślinę jakby samo powiedzenie tego było zbyt bolesne.
- Tak - potwierdziłem jej przypuszczenie - Nie pasowałem tutaj. Zawsze możesz... - urwałem - możecie - posłałem oddzielne spojrzenie każdemu z nich - iść ze mną.
W oczach Bena i Zena zapaliły się radosne ogniki.
- Naprawdę moglibyśmy stąd wyjść? - zapytali jednocześnie
- Tak. - skinąłem głową. Artefakty nie miały żadnego limitu, o ile Christopher zgodzi się bym wrócił z nim, choć przed tą całą maskaradą byliśmy raczej w przyjacielskich stosunkach.
- A ty? - spojrzałem na Mirandę, która wbiła wzrok w podłogę.
- Będę sama.
- Będziesz ze mną - obiecałem, kładąc dłoń na jej ramieniu.
Uśmiechnęła się i szybko strzepnęła moją dłoń. No tak, nie chciała okazywać słabości. Jak każdy.
Odwzajemniłem uśmiech.
- Daoine sidhe są skazane na samotność, dlatego, że zabierają ludziom życie. - wyjaśniła
- Zatem pokażesz, że Daoine sidhe potrafią się zaprzyjaźnić, jesteś inna niż one.
- Nie znasz innych  Daoine Sidhe. - wytknęła
- Całkiem możliwe. - wzruszyłem ramionami i posłałem jej pokrzepiający uśmiech.  - A ty, Carter?
- Nie mógłbym tak cię wykorzystać. - pokiwał przecząco głową.
Jak już to mógł wykorzystać tylko i wyłącznie zasoby uprzejmości Christophera, ale mu tego nie powiedziałem.
- Chodź z nami - powtórzyłem z uporem
- Nie mogę.
- A co cię tu trzyma?
- James. - odparł radośnie
- A co James ma do twojej wolności? - zdziwiłem się, tak samo jak Ben i Zen.
- Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, zanim stał się jaki stał - wzruszył ramionami - chciałbym go przywrócić. Znamy się jeszcze z tamtego świata.
- Pamiętam was z tamtego świata - krzyknęła nagle nasza Piekielna Motylica. - Przyjaciółmi? - spytała niedowierzająco - Byliście braćmi.
Uśmiechnął się smutno.
- To mój brat, więc muszę go odzyskać.
- W takim razie powodzenia. - odparliśmy unisono
- I wam również, w poszukiwaniu miłości, dla każdego z was.
Katherine?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz