- On nie miał zginąć - powiedział głupio.
- To był twój, pieprzony pomysł! - wykrzyknęłam i kucnęłam obok nieruchomego ciała Carlosa. Przyłożyłam mu dwa palce do szyi. - Puls jest, lecz słaby - powiedziałam. - Daj mi nóż.
James posłusznie podał mi długi sztylet, lecz w jego ruchach i spojrzeniu była niepewność. Nie miałam na to czasu, więc szybko chwyciłam narzędzie i zagłębiłam je w ranie Carlosa. Krzyknął z bólu, co było na tyle dobre, ponieważ wiedziałam, że jeszcze się trzyma.
- Co robisz? - zapytał spokojnie James.
- Wyciągam kulę, nie widać? - warknęłam w odpowiedzi, nie przerywając czynności. Wreszcie mała srebrna kulka znalazła się w moich zakrwawionych placach. Następnie przyłożyłam dłonie do jego rany i przymknęłam oczy. Masę razy widziałam, jak robili to czarownicy. Mi też musiało się udać. Musiałam mu zamknąć dziurę. Po chwili uchyliłam powieki i prawie odetchnęłam z ulgi. Carlos miał o wiele wyraźniejsze spojrzenie, choć było widać, że jest wymęczony. Ale żył. - Następnym razem kiedy ktoś prosi o zgłoszenie się na ochotnika, niech to będzie sam kapitan, dobrze? - powiedziałam głośno wstając i rzucając Jamesowi znaczące spojrzenie. Uśmiechnął się tylko i wzruszył ramionami. - Ciebie będę mogła zabić bez żadnych wyrzutów sumienia, kapitanie.
- Katherine ma sumienie? Pierwsze słyszę - odpowiedział zgryźliwie. Chwyciłam jakąś szmatkę i wytarłam nią dłonie. Zauważyłam, że ciężko mi się stoi, więc musiałam się oprzeć. Takie uleczenie zabierało masę energii.
- Najwyraźniej mam - powiedziałam cicho i skupiłam swój umysł na osobie, która pewnie już przepytywała wszystkich, gdzie się znajduję ja. - Teraz przepraszam, ale chyba chwilę pobędę sama.
- W swojej kajucie?
- Nie - udałam się w kierunku dziobu. - Muszę pooddychać.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz