James rzucił mi z mostu wymowne spojrzenie, podkreślając tym moje spóźnienie. Przewróciłam tylko oczami i udałam się w tamtą stronę. Po chwili zauważyłam, że Jev idzie ze mną. Spojrzałam niego.
- Nie - powiedziałam, a on się zatrzymał. - Ty idziesz teraz tam - wskazałam dłonią w miejsce, gdzie spali majtkowie. Nie byłam tam nigdy, lecz z tego, co słyszałam, warunki nie były tam tak przyjemne, ale James dbał o załogę, więc nie było też tak źle. - Za godzinę możesz zgłosić się do któregoś z oficerów, by dał ci jakieś zajęcie.
- Mam pracować? - uniósł brwi.
- Nie możesz płynąć za darmo, prawda? - uśmiechnęłam się słodko, odwróciłam się i udałam się w kierunku steru. James przyglądał mi się stamtąd uważnie. Podeszłam od niego i bez słowa odepchnęłam go, przejmując miejsce przy sterze. - Wyciągnąć kotwicę! - krzyknęłam. Zauważyłam, że kapitan nadal stał obok i się na mnie gapił. - Co?
- Co to za jeden? - mruknął, wskazując głową w stronę Jev'a, który właśnie wchodził do strefy, gdzie spali majtkowie. - Widziałem, że się z nim kłóciłaś.
- Ktoś z poprzedniego życia - odpowiedziałam krótko. - Przygotuj się psychicznie, bo za mniej niż dwie godziny wpłyniemy na strefę syren.
- Jasne - szturchnął mnie w ramię. - Wiesz, ja ci się zwierzałem...
- Nieprawda - przerwałam mu, a potem zaśmiałam się. - Idź zająć się tym, czym kapitan zajmuje się, gdy wykorzystuje swojego pierwszego oficera do stania przy sterze.
- Nie wykorzystuję cię. Sama się wepchnęłaś - również się roześmiał. - Wiesz, co kapitan robi? Pije rum - rzucił mi wymowne spojrzenie. - A właśnie się mi skończył, więc pozwól, że po niego pójdę do rumowni.
- Czego?
- Rumownia. Miejsce, gdzie przechowujemy rum. Sam je tak nazwałem - odparł z teatralną dumą. - A teraz pójdę tam i napełnię swój żołądek. A ty możesz wybrać kogoś, kto przejdzie po trapie za niesubordynację - uniosłam brwi. - To dla zabawy - powiedział szybko, wykonując gest niczym filmowy Jack Sparrow i odszedł.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz