W pewnym momencie wszystkie rozmowy zamilkły, załoga przestała wypełniać swoje obowiązki i wszyscy przystanęli, wgapieni w wodą. Zmarszczyłam czoło i również powędrowałam za ich wzrokiem, lecz niczego nie dostrzegłam. Tylko lekko falującą powierzchnię morza.
- Słyszysz to? - szeptem zapytał James, podchodząc do mnie. Tylko my mieliśmy prawo stać na mostku. Nadal nie za bardzo w to wierzyłam, że prawie nieznający mnie facet wciął mnie na pierwszego oficera. To była przecież najważniejsza funkcja na statku, zaraz po kapitanie. - To najpiękniejszy dźwięk, jaki słyszałem w swoim życiu. A żyję ponad pięćset lat - przymknął powieki i uśmiechnął się, rozmarzony. - Myślę, że kiedyś już go słyszałem, ale nie pamiętam gdzie...
Stałam przez chwilę nie rozumiejąc, co się dzieje. W jednym momencie James odepchnął mnie lekko i chwycił ster. Gwałtownie przechylił go na prawą burtę, przez co cały statek mocno się zachwiał i wykonał polecenie kapitana. Z przerażeniem spojrzałam na to, co było przed nami. Skały. Mnóstwo śmiercionośnych skał. Gdybyśmy się rozbili, nawet ja bym tego nie przeżyła.
I nagle zrozumiałam.
- Syreny! - krzyknęłam.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz