czwartek, 2 kwietnia 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Trzy godziny jazdy do Glasgow przebiegły w milczeniu. Gdy wreszcie przekroczyłyśmy granicę miasta, Yona powiedziała mi dokładnie, gdzie mam pojechać. Ulica, którą mi podała, okazała się małą uliczką, gdzie światło słoneczne nie dochodziło. Wokoło roznosił się nieprzyjemny zapach stęchlizny, a w licznych kontenerach na śmieci, grzebali bezdomni. Swoją czynność przerwali tylko na chwilę, gdy zobaczyli mój samochód, który bez wątpienia kosztował więcej, niż łącznie wszystko, co kupili przez całe życie.
Wysiadłam, marszcząc nos. Bardzo nie podobała mi się sceneria, lecz starałam się jej nie skomentować. Yona również nie wyglądała na zachwyconą i obrzucała morderczym spojrzeniem każdego bezdomnego, który podszedł za blisko. Większość od razu uciekała, lecz jeden z nich, ubrany w przetarte spodnie, znoszone buty i gruby sweter, a do tego czapeczkę z pomponem, podszedł do nas uśmiechając się szeroko. Dzięki temu dowiedziałam się, że brakuje mu paru zębów i jednego kła. Och, tak. Był wampirem.
- Katherine Elisabeth Aristow - wymówił moje pełne imię, podchodząc jeszcze bliżej. Yona zakaszlała, gdy jego smród w pełni do nas doszedł, a ja starałam się zachować kamienną twarz. - Słyszałem o tobie. Zniszczyłaś życie wielu mieszkańcom Wielkiej Brytanii i nie tylko, prawda? Pamiętasz, jak dziesięć lat temu wymordowałaś pięćdziesiąt niewinnych dzieci z zemsty na ich rodzicach? - już się nie uśmiechał, a ja naprawdę starałam się nie wzdrygnąć. - Cóż, chyba pamiętasz. I ja również. Ja byłem jednym z tych rodziców.
- Tamta Katherine już nie istnieje - powiedziałam chłodno i z dystansem. - Naprawdę przykro mi z powodu twojego dziecka. Ale to nie byłam ja. Nie miałam wtedy uczuć i emocji. Ani sumienia.
Obrzucił mnie pogardliwym spojrzeniem.
- To się nie zmieniło. Jestem tego pewien. Nadal zamordowałabyś mojego Patricka. Tylko dlatego, że postanowiłem przejść na drugą stronę. Do tamtego klanu.
- Byliśmy wtedy w czasie wojny - syknęłam. - Zdrada jest najgorszą z możliwych decyzji, którą wampir mógł podjąć. Od tamtej pory byłeś nic niewart. Twój syn mógłby się za ciebie brzydzić. Straciłeś swój honor. Byłeś tchórzem, bo bałeś się przegrać. Ale przegrałeś. Tak czy inaczej. Dziwię się, że jeszcze żyjesz.
- Uciekłem - warknął. - Uciekłem po tym wszystkim. Zostawiłem swoją żonę i starszą córkę. Przez ciebie nie mogły na mnie patrzeć. Uważały, że śmierć Patricka to moja wina!
- To była twoja wina - odpowiedziałam nad wyraz spokojnie. - Wiódłbyś teraz szczęśliwe życie, gdyby nie to dokonałeś się zdrady. Nie tylko swojego klanu, ale też rodziny. Gdyby nie to, miałbyś swoje własne szczęśliwe zakończenie.
- Niektórym się ono po prostu nie należy - odwrócił się, lecz zanim całkowicie zniknął w bocznej alejce, rzucił: - Tak, jak na tobie.
Zacisnęłam szczękę w gniewie, lecz pozwoliłam mu odejść. Gdybym go zabiła, byłoby to jedynie potwierdzenie jego słów. Choć chyba nie potrzebował potwierdzenia, ponieważ wiedziałam, że ma rację.
Zawsze będę kimś złym. I teraz i później. I tak naprawdę nic nie potrafi zmienić nikogo. Jedynie udajemy zmiany, lecz prędzej, czy później prawda wyjdzie na jaw.
Prawda o tym, że zawsze pozostajemy tym, kim się urodziliśmy. My, złoczyńcy.
- Chodźmy już - powiedziałam do Yony, a ona skinęła głową i ruszyła. Poszłam za nią.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz